Info
Jestem Mariusz z Częstochowy. Od 13 września 2010 r przejechałem 28304.84 kilometrów, głównie po asfalcie (dlatego tylko 2812.06 w terenie). Jeżdżę z prędkością średnią 17.56 km/h.Więcej o mnie.
2026
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010 Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Lipiec1 - 0
- 2026, Czerwiec2 - 0
- 2026, Maj11 - 0
- 2026, Kwiecień4 - 0
- 2026, Marzec1 - 0
- 2026, Luty3 - 0
- 2025, Listopad3 - 0
- 2025, Lipiec2 - 0
- 2025, Czerwiec8 - 0
- 2025, Maj8 - 0
- 2025, Kwiecień1 - 0
- 2024, Lipiec3 - 0
- 2024, Czerwiec2 - 0
- 2024, Maj7 - 0
- 2024, Kwiecień3 - 0
- 2024, Luty1 - 0
- 2023, Lipiec1 - 0
- 2023, Czerwiec4 - 0
- 2023, Maj9 - 0
- 2022, Sierpień3 - 1
- 2022, Lipiec2 - 0
- 2022, Czerwiec4 - 0
- 2022, Maj10 - 0
- 2022, Kwiecień2 - 0
- 2022, Marzec1 - 0
- 2021, Sierpień3 - 0
- 2021, Maj7 - 0
- 2021, Kwiecień2 - 0
- 2020, Listopad1 - 0
- 2020, Sierpień3 - 0
- 2020, Lipiec8 - 5
- 2020, Czerwiec4 - 0
- 2020, Maj5 - 0
- 2020, Marzec1 - 0
- 2019, Sierpień1 - 0
- 2019, Czerwiec4 - 0
- 2019, Maj6 - 2
- 2019, Kwiecień1 - 0
- 2019, Luty1 - 0
- 2018, Listopad1 - 0
- 2018, Październik2 - 0
- 2018, Wrzesień1 - 0
- 2018, Sierpień1 - 0
- 2018, Czerwiec1 - 0
- 2018, Maj9 - 1
- 2018, Kwiecień4 - 0
- 2018, Marzec2 - 0
- 2018, Styczeń3 - 0
- 2017, Listopad1 - 0
- 2017, Wrzesień1 - 0
- 2017, Sierpień2 - 0
- 2017, Czerwiec7 - 2
- 2017, Maj10 - 0
- 2017, Kwiecień2 - 2
- 2017, Marzec1 - 0
- 2016, Grudzień1 - 0
- 2016, Listopad1 - 0
- 2016, Czerwiec6 - 4
- 2016, Kwiecień2 - 2
- 2015, Grudzień1 - 3
- 2015, Październik1 - 2
- 2015, Wrzesień1 - 0
- 2015, Sierpień1 - 0
- 2015, Lipiec4 - 4
- 2015, Czerwiec5 - 6
- 2015, Maj6 - 3
- 2015, Kwiecień1 - 0
- 2015, Marzec7 - 2
- 2015, Luty1 - 0
- 2015, Styczeń4 - 3
- 2014, Grudzień1 - 0
- 2014, Listopad2 - 3
- 2014, Październik4 - 1
- 2014, Wrzesień6 - 2
- 2014, Sierpień6 - 4
- 2014, Lipiec3 - 4
- 2014, Czerwiec7 - 13
- 2014, Maj1 - 1
- 2014, Kwiecień5 - 10
- 2014, Marzec9 - 3
- 2014, Luty5 - 3
- 2014, Styczeń4 - 1
- 2013, Grudzień5 - 15
- 2013, Listopad5 - 3
- 2013, Październik6 - 1
- 2013, Wrzesień7 - 5
- 2013, Sierpień8 - 5
- 2013, Lipiec13 - 16
- 2013, Czerwiec12 - 16
- 2013, Maj9 - 15
- 2013, Kwiecień7 - 2
- 2013, Marzec6 - 9
- 2012, Grudzień1 - 1
- 2012, Listopad3 - 9
- 2012, Październik4 - 3
- 2012, Wrzesień9 - 9
- 2012, Sierpień1 - 1
- 2012, Lipiec4 - 12
- 2012, Czerwiec9 - 16
- 2012, Maj14 - 25
- 2012, Kwiecień6 - 9
- 2012, Marzec9 - 15
- 2011, Grudzień2 - 9
- 2011, Listopad4 - 7
- 2011, Październik8 - 9
- 2011, Wrzesień9 - 9
- 2011, Sierpień7 - 1
- 2011, Lipiec12 - 14
- 2011, Czerwiec13 - 35
- 2011, Maj9 - 15
- 2011, Kwiecień10 - 13
- 2011, Marzec6 - 10
- 2011, Luty1 - 3
- 2011, Styczeń2 - 5
- 2010, Grudzień3 - 0
- 2010, Listopad5 - 13
- 2010, Październik9 - 8
- 2010, Wrzesień7 - 1
Wybrzeże - dzień II
Niedziela, 3 czerwca 2012 · dodano: 05.06.2012 | Komentarze 6
Nic nie wskazywało, że ten dzień potoczy się tak pechowo. No, może nocna ulewa. Obudziłem się ok. 3.00, gdyż wydawało mi się, że ktoś chlustał wiatrami wody po oknach domku. Ale nie... to nikt złośliwy... Lało tak, że pogodziłem się z myślą o spędzeniu niedzieli na campingu w Kołobrzegu.Jakaż była radość o 7.00 rano, gdy otworzyłem oczy. Na dworze piękne słońce! Tak piękne, że przez moment miałem w planie założenie letniego stroju rowerowego. Ten moment trwał do chwili, gdy wyszedłem na zewnątrz. Szybko zweryfikowałem pomysł i wskoczyłem w koszulkę termoaktywną i bluzeczkę z membraną :cP.
Po śniadanku ruszyliśmy we wspaniałych nastrojach. Było chłodno, ale mniej niż poprzedniego dnia chmur dawało szansę słoneczku ogrzewać powietrze. Tak więc, w miarę jak jechaliśmy zrobiło się naprawdę przyjemnie. Wiatr wiał nadal w plecy, ale delikatniej niż w sobotę (w sobotę było 10 m/s, a w niedzielę zaledwie 8 :cP). Ponieważ udało nam się wyjechać wcześniej, postanowiliśmy tego dnia jechać wolniej i trzymać się szlaku rowerowego, który na dojeździe do Kołobrzegu zapowiadał się na dobrze przygotowany. I faktycznie. Z Kołobrzegu wyjechaliśmy wspaniałą ścieżką rowerową, która biegnie pomiędzy plażą, a terenem dawnego lotniska wojskowego.

Martwiłem się o ten odcinek, gdyż z mapy wynikało, że będziemy go musieli pokonać plażą lub ruchliwą krajową 11-ką. Ścieżka jest naprawdę super - zrobiona z niefazowanej kostki brukowej - jedzie się jak po stole. A do tego tereny są bardzo malownicze - po jednej stronie wydmy, po drugiej bagna.

W Sianożętach miałem mały "powrót do przeszłości". Mogłem zrobić sobie fotkę na tle ośrodka, w którym poznałem moją Koleżankę Małżonkę ;c).

Dalej Ustronie Morskie, gdzie niestety skończyła się utwardzona ścieżka, ale trzymaliśmy się nadal szlaku rowerowego. Przez Pleśną dotarliśmy do Gąsek, gdzie w zamierzchłych czasach spędziłem wakacje z Rodzicami. Oczywiście zrobiłem fotkę na tle 50-metrowej latarni morskiej, ale moim telefonem wyszła bardzo kiepsko ;c).
Jechało się cały czas drogą gruntową, ale tego dnia postanowiliśmy nie spieszyć się, tylko rozkoszować ciepłem (słoneczko w końcu zaczęło radzić sobie z chłodem) i widokami. Na obiad stanęliśmy w Sarbinowie. Rybka była pyszna, humory dopisywały... I właśnie na wyjeździe z Sarbinowa mieliśmy przygodę, która zmusiła nas do skrócenia wyjazdu.
Jechaliśmy we troje - ja pierwszy z mapą, za mną Abovo, a na końcu Waldek. W którymś momencie, tuż za jednym skrzyżowań zorientowałem się, że droga wyrzuca nas wgłąb lądu, a chcieliśmy nadal jechać nadmorskim czerwonym szlakiem. Pluję sobie w brodę, że nie pojechałem dalej.
Zacząłem hamować, żeby stanąć i przyjrzeć się mapie. Abovo zatrzymała się za mną, ale Waldek, ponieważ nic nie wskazywało na mój manewr, akurat składał się do lemondki i na moment opuścił wzrok, a gdy się zorientował, że stajemy, chwycił odruchowo za lewy hamulec. Ja z przodu usłyszałem jedynie upadek. Okazało się, że Waldek poleciał przez kierownicę do przodu próbując ręką zamortyzować upadek. Zebrał się z ziemi, ale widać było, że mocno się poturbował. Bolała go lewa dłoń. Całe szczęście, że miał kask na głowie. Okazało się, że zewnętrzna powłoka jest pęknięta i na okularach też są ślady zetknięcia z asfaltem. Nawet nie chcę myśleć co by było, gdyby jechał bez kasku.
Od razu zaczęliśmy myśleć, jak najszybciej zorganizować pomoc medyczną, ale w Sarbinowie nie było przychodni. Waldek otrząsnął się szybko i powiedział, że możemy jechać dalej mimo bolącej go ręki. Powiadomiony telefonicznie Darek zaczął szukać placówki, gdzie można byłoby zrobić prześwietlenie. Okazało się, że w Ustce nie ma takiej możliwości. My najbliżej mieliśmy do Koszalina, ale tam też był problem z rentgenem. Waldek zarzekał się, że możemy dalej jechać i zastanowimy się w Ustce co dalej. Bratu zabronił wyjeżdżać nam na spotkanie - chciał dojechać do Ustki rowerem.
Tak więc zwiedzanie tego dnia się skończyło. Zafrasowani nacisnęliśmy mocniej na pedały i pojechaliśmy przez Mielno, Łazy, Dąbki, Darłowo.
Darek nie wysiedział w Ustce - wyjechał nam na spotkanie i złapał nas ok. 20 km przed celem. Waldek w tym czasie, z jedną ręką na kierownicy przejechał ponad 60 km. Cały czas mówił, że nawet jeśli się okaże, że ręka musi być usztywniona, to i tak chciałby jechać dalej.
W Ustce ustaliliśmy, że najbliższa placówka z czynnym rentgenem znajduje się w Słupsku. Pojechaliśmy tam razem samochodem. Diagnoza była gorsza, niż wszyscy zakładaliśmy. Nie tylko, że jedna z kości śródręcza jest złamana, to jeszcze jest przemieszczona - konieczny jest zabieg operacyjny. Waldek podjął decyzję, że woli poszukać specjalisty na Śląsku - nie został w szpitalu, ale wiadomo było, że nazajutrz będzie musiał wracać do domu. Abovo i ja długo się nie namyślaliśmy - sami dalej nie jedziemy - wracamy wszyscy.
Tak więc nazajutrz, po pożegnaniu z morzem, zmieniliśmy środek transportu i krążownikiem szos Darka wróciliśmy do Częstochowy.
Pech dopadł, ale...
Człowiek uczy się całe życie, ja na pewno wyciągnę wnioski z tej przygody. Dla naszej przyjaźni budujące jest to, że Waldek z troski o nas gotów był z ręką w gipsie kontynuować wyprawę. A z drugiej strony - żadne z nas, ani ja, ani Abovo (która Waldka i Darka poznała praktycznie dwa dni wcześniej), nie wahało się ni chwili, że bez Waldka jechać nie chcemy.
Tak więc - SZYBKIEGO POWROTU DO ZDROWIA, WALDKU!!!
... A jeśli los pozwoli, kolejny etap naszej wyprawy zaczynamy w Ustce ;c).

A tegoroczna wyprawa przebiegała tą trasą:
Kategoria Wyprawy, Dookoła Polski
Wybrzeże - dzień I
Sobota, 2 czerwca 2012 · dodano: 05.06.2012 | Komentarze 1
Niestety. W tym roku nie udało nam się zrealizować planu przejechania rowerkami ze Świnoujścia na Hel. A wszystko tak pięknie się zaczęło.Do peletonu dołączyła Abovo i brat Waldka - Darek. Darek nie do końca dołączył do peletonu, ale zaoferował wspierać nas w trasie pomocą i towarzyszyć nam samochodem. Udało nam się przygotować plan podróży, dogadać noclegi, trasę, wyszykować rowery i... Niestety, przez zbieg okoliczności zakończony urazem Waldka musieliśmy przerwać eskapadę po dwóch dniach pedałowania. Ale od początku...
W piątek wziąłem wolne, by móc bez pośpiechu ogarnąć wszystko przed wyjazdem. Czekać musieliśmy na Waldka, który musiał być tego dnia w pracy. Udało nam się wyjechać k. 17.00. Podróż minęła wesoło i bardzo szybko. O 1.00 udało nam sił wsiąść na prom w Świnoujściu i przed 2.00 spaliśmy smacznie na campingu.
Rano pobudka i miłe zaskoczenie. Prognozy straszyły deszczem, a za oknem, nieśmiało bo nieśmiało, ale z chmurami walczyło SŁOŃCE! Było zimno, wiał mocny wiatr (tu prognozy się nie pomyliły - wiał w plecy od zachodu :cP), ale deszczu nie było.

Zebraliśmy się szybko i pojechaliśmy na krótką sesję fotograficzną. Najpierw na falochron z wiatrakiem, który jest symbolem Świnoujścia (wg Waldka równie ważnym, jak budka w której w zeszłym roku jedliśmy przepyszne żeberka - niestety w tym roku przebudowa pasażu pochłonęła tą kulinarną atrakcję).

Z falochronu pojechaliśmy pod najwyższą na na polskim wybrzeżu latarnię morską.
Postanowiliśmy się trzymać jak najbliżej wybrzeża, ale ponieważ pierwsze dwa odcinki były zaplanowane na ponad 100 km, a Świnoujście opuściliśmy dopiero koło południa, woleliśmy korzystać z asfaltu. Gdyby ktoś jednak chciał odcinek pomiędzy Świnoujściem a Międzyzdrojami pokonywać szlakiem rowerowym (nadmorski oznaczony jest kolorem czerwonym i pokrywa się z międzynarodowym szlakiem rowerowym - R10) musi przygotować się na typowy "teren" (sprawdziliśmy to w zeszłym roku śpiesząc się na pociąg)
Wiatr wiał ostro, cały czas w plecy, więc szybko znaleźliśmy się w Międzyzdrojach. Fotek telefonem nie robiłem, ale na pewno u Abovo się jakieś znajdą :cP
Od Międzyzdrojów jechaliśmy cały czas drogą 102. Wcale nie jest to zły wybór.

Droga biegnie najpierw bardzo malowniczo przez Woliński Park Narodowy, a później bardzo blisko brzegu, przez wszystkie nadmorskie miejscowości. Co jakiś czas zajeżdżaliśmy na plażę, by przekonać się, że wiatr wieje tutaj ze dwa razy silniej, a temperatura jest kilka stopni niższa, niż na osłoniętej lasami szosie. Natomiast widoki na plaży - cudowne!

Przez Międzywodzie, Dziwnów, Pobierowo dojechaliśmy do Trzęsacza.
Tutaj zjedliśmy po rybce i zobaczyliśmy (powtórzę za przewodnikiem Polskie Szlaki Turystyczne) "jedne z najsłynniejszych ruin w kraju. Pozostałości XV-wiecznego kościoła stoją na skraju klifu. W momencie budowy świątynia była oddalona o 2 km od brzegu Setki lat niszczejącej działalności morza (abrazji), które podgryzało brzeg i przesuwało się wgłąb lądu, były przyczyną zniszczenia świątyni. Na początku XX wieku fragment budowli zabrało morze". (fotki u Abovo)
Wiatr na pomoście nad klifem był tak porywisty, że obawiałem się czy w ślad za budowlą w morze nie polecą nasze rowery. Udało się je utrzymać i zrobić kilka fotek. Podczas tej wyprawy nie miałem aparatu - zdjęcia robiłem telefonem - OTO ONE. Więcej PRZEŚLICZNYCH fotek z pewnością będzie w relacji Abovo :cP.
Dalej był Rewal, a potem przez mój błąd nawigacyjny szosa odrzuciła nas od wybrzeża, przez co minęliśmy Niechorze, gdzie można byłoby zobaczyć uznawaną za najpiękniejszą na polskim wybrzeżu latarnię morską. Trudno - może następnym razem. Gdy się zorientowaliśmy, że za głęboko w ląd się wbijamy, odbiliśmy w stronę miejscowości Pogorzelica. I tu, pomiędzy Pogorzelicą a Mrzeżynem, jest piętnastokilometrowy odcinek drogi, który na długo utkwi w naszej pamięci z dwóch powodów. Pierwszym są wyboje, które zmieniały jedynie fakturę - betonowe płyty przechodziły w granitowe otoczaki, szutry, a nawet kopny piach.

Gdy dojechaliśmy do końca drogi okazało się, że jest ona zamknięta bramą jednostki wojskowej i musieliśmy otoczyć ją kilkukilometrowym objazdem. Dawniej cała droga była na terenie jednostki wojskowej. Teraz biegnie wzdłuż ogrodzenia opuszczonych terenów wojskowych, a czynna jednostka znajduje się przy wylocie drogi w Mrzeżynie. Obecnie trwają prace nad budową ścieżki rowerowej.
I tutaj drugi powód dla którego ten odcinek utkwił mi w pamięci. Nigdy wcześniej nie widziałem takiej dziewiczej plaży. Na przestrzeni kilkunastu kilometrów nie ma "żywego ducha".

Plaża leży pod wysokim na kilkanaście metrów klifem. Gdybyśmy mieli namioty, to z pewnością skrócilibyśmy dzienny odcinek i tam spędzili noc.

Przewodnik podaje, że "w Mrzeżynie 17 marca 1945 roku odbyły się pierwsze powojenne zaślubiny Polski z morzem".
Naprawdę warto było zobaczyć to miejsce, zanim jeszcze zostanie wykończona ścieżka rowerowa, która z pewnością przyciągnie tam setki ludzi. Będzie kontynuacją drogi rowerowej R10, która od tego miejsca jest naprawdę dobrze utrzymana. Od Dźwirzyna do Kołobrzegu wjechaliśmy ścieżką rowerową, która przypomina tą na nasz Olsztyn, a ciągnie się dalej, przez Kołobrzeg do Ustronia Morskiego. Ale o tym w następnym odcinku.
W Kołobrzegu dojechaliśmy na camping, gdzie już czekał na nas Darek. We czwórkę poszliśmy na (za-)dłuuuugi spacer w poszukiwaniu kolacji. Zmęczenie dało znać o sobie - zasnęliśmy w momencie.
Kategoria Wyprawy, Dookoła Polski
Do pracy
Czwartek, 31 maja 2012 · dodano: 01.06.2012 | Komentarze 1
Końcówka tygodnia rowerem do pracy.W piątek wyjeżdżamy nad morze. Chcemy przejechać ze Świnoujścia na Hel. Zapowiada się fantastyczna przygoda. Z nadzieją analizuję prognozy pogody - oby jak najmniej padało! Do zobaczenia po powrocie :cP
Kategoria Do pracy
Do pracy, a popołudniu... Pawełki :cP
Wtorek, 29 maja 2012 · dodano: 29.05.2012 | Komentarze 1
Praca, praca... ile można pracować? :cPTakie eskapady powinno planować się w weekendy, ale ponieważ w piątek wyjeżdżamy z Waldkiem na Wybrzeże kontynuować podróż rowerami dookoła Polski, padło na dzisiejsze popołudnie. Mój syn wspiera drużynę Guffy'ego w konkursie Disneya i w tym tygodniu zadaniem jest zwiedzenie rowerem "obiektu przyrodniczego".
Z pracy zwolniłem się dwie godzinki i pognałem do domu. Tutaj szybkie mocowanie rowerów na aucie, chwila oczekiwania na Przyjaciół, którzy zachcieli nam towarzyszyć i... do Lisowa.
Wcześniej na forum rzuciłem, że szykuję rodzinną wycieczkę by zobaczyć rododendrony w Pawełkach. Ponieważ nie chciałem Rodzinki przytłoczyć dystansem, początkowo planowałem dojechać do Lublińca i tam wsiąść na rowery. Janek z forum w dobrym momencie podrzucił inny wariant - z Lisowa. Pomysł był super. Droga pół na pół rozkłada się pomiędzy poprowadzonymi przez las: nieuczęszczanym asfaltem i szutrową drogą - dla rowerzystów idealnie.
Z troską patrzyłem na prognozę pogody. Z radością stwierdzam, że pierwszy raz portal meteo.pl się nie sprawdził. Miało lać po 17.00 i to ostro. Chmurki przeszły, ani kropelka nie spadła (więc nie napiszę, że chcąc zapewnić bliskim komfort przy ognisku, tachałem ze sobą namiot ;c).
Wszyscy, poza mną, pierwszy raz byli oglądać różaneczniki. Podobnie jak ja za pierwszym razem, byli zaskoczeni, że w środku lasu zachowała się kontrastująca barwą kopuła kwiatów.
Na forum rowerzyści wspominali, że kwiaty dopiero zakwitły, natomiast ja miałem wrażenie, że część już opadła (mam nadzieję, że się mylę).
Po obejrzeniu stanowiska botanicznego, przejechaliśmy na drugą stronę duktu nad jezioro na ognisko. Upiekliśmy kiełbaski i posiedzieliśmy do 19.30, a potem w dobrych nastrojach wróciliśmy do samochodów.
W środku tygodnia udało się spędzić iście weekendowe popołudnie :cP
Kategoria Do pracy, Po godzinach, Rodzinnie
Jubileuszowa 75 Częstochowska Masa Krytyczna
Piątek, 25 maja 2012 · dodano: 26.05.2012 | Komentarze 0
Ostatnio rzadko mam okazję bywać na Masach, ale na jubileuszową namówiłem nawet Syna i Córkę· Ponoć stawiło się nas 241 rowerzystów. Piękny wynik! :cP Kategoria Masa Krytyczna, Rodzinnie
... praca i wieczorne przejażdżki
Czwartek, 24 maja 2012 · dodano: 26.05.2012 | Komentarze 0
Nadal konsekwentnie do pracy rowerkiem. A wieczorami przejażdżki na ochłodę. Warto zaznaczyć, że ostatnio mój Syn coraz chętniej mi towarzyszy :cP Kategoria Do pracy, Po godzinach, Rodzinnie
Wieczorne przejażdżki i dojazdy do pracy
Wtorek, 22 maja 2012 · dodano: 22.05.2012 | Komentarze 5
Pogoda sprzyja dojazdom do pracy. A wieczory na rowerze są cudowne. Byle tak dalej! :cP Kategoria Do pracy, Po godzinach
Rajd z LGD i wieczorny grill
Niedziela, 20 maja 2012 · dodano: 20.05.2012 | Komentarze 3
KSW dał ogłoszenie na forum o pierwszym w tym roku Rajdzie rowerowym organizowanym przez Lokalną Grupę Działania "Bractwo Kuźnic". Tego typu rajdy dają okazję posadzić na rowerach rodzinkę i znajomych, którzy na co dzień z rowerków nie korzystają. No i udało mi się. Namówiłem moją rodzinkę i dwie pary przyjaciół.Przewidując, że po rajdzie może braknąć niektórym zapału na powrót do domu, wziąłem rano swój rower na wieszak (bardzo rzadko mi się zdarza wozić go w ten sposób) i pojechałem na miejsce planowanego zakończenia rajdu - basen w Kamienicy Polskiej. Tam zostawiłem samochód i rowerkiem przejechałem pod Urząd Gminy w Poczesnej, skąd mieliśmy startować. Na miejscu czekało ponad 80 rowerzystów! Byli też ludzie z forum: Lukas, KSW, kobela24, jacek, Sebiq, Szympex... Ruszyłem z całym peletonem. Jak zwykle na tego typu imprezach powolutku, bez pośpiechu... Dokładny opis trasy jest na stronach LGD "Bractwo Kuźnic".
Ponieważ tym razem namówiłem ludzi, którzy od lat na rowerkach nie siedzieli, skróciłem im maksymalnie trasę - mieli przyłączyć się w okolicy swoich domów. Moja rodzinka razem z nimi przyłączyli się do rajdu przy Orliku w Hucie Starej. Pojechaliśmy razem dalej. Wszystkim bardzo się podobał pomysł na sobotę. Np. udało nam się zwiedzić warsztat pracy rzeźbiarza Jerzego Kędziory.
Niestety, na szutrowym zjeździe za Zawisną, naszej przyjaciółce pękła dętka. Dętkę miałem, ale w ferworze walki, w samochodzie w Kamienicy zostawiłem pompkę. Na szczęście miałem telefon do Lukasa, który poratował nas w potrzebie.
Nadwyrężona opona mogłaby nie wytrzymać całej trasy, dlatego po naprawie zjechaliśmy najkrótszą drogą do Kamienicy. Tam czekały kiełbaski z grilla, napoje i inne smakołyki. Organizatorzy się postarali.
Z Kamienicy wróciłem rowerkiem. Z samochodu skorzystali tylko moja Żonka i Syn. Przyjaciołom tak się spodobało pedałowanie, że wrócili rowerkami.
Wieczorem wybrałem się więc jeszcze do nich z synem na grilla. Oczywiście rowerkami. Mój Syn zrobił tego dnia dystans ponad 40 km! :cP
A to zapis naszego śladu:
I kilka fotek:
cztery dni do pracy i... Olsztyn!
Czwartek, 17 maja 2012 · dodano: 17.05.2012 | Komentarze 1
Jeśli chodzi o dojazdy do pracy - jestem konsekwentny. Postanowiłem sobie, że jedynie w deszczu sobie odpuszczę rower i póki co deszcze nas omijają :cP.A dzisiaj w końcu zdarzyła się okazja, by spotkać się z uczestnikami planowanej na początek czerwca wyprawy nad morze. Umówiłem się z Waldkiem na przejażdżkę do Olsztyna. Abovo miała napięty terminarz, ale miała dojechać na spotkanie samochodem. Po drodze spotkaliśmy krzarę, który ze znajomymi rozpoczynał trening na rolkach.
Ponieważ czasu było sporo, to "przeciągnąłem" Waldka jeszcze przez Biskupice i Zrębice i dopiero później zjechaliśmy do Spichlerza na kawkę. Dojechała Abovo i przy mapie obgadaliśmy kilka szczegółów - start już 2 czerwca :cP
Kategoria Do pracy, Po godzinach
Do pracy i na ognisko CFR
Niedziela, 13 maja 2012 · dodano: 13.05.2012 | Komentarze 4
Rano do pracy.A po południu po przyjęciu z ulgą, że prognoza pogody nie zawiodła, na ognisko z członkami Częstochowskiego Forum Rowerowego. Zabawa była super - uwielbiam tego typu imprezy. Nadchodzi lato - może niebawem będą kolejne? :cP
Kategoria Do pracy, Po godzinach

