avatar

Info

Jestem Mariusz z Częstochowy. Od 13 września 2010 r przejechałem 28304.84 kilometrów, głównie po asfalcie (dlatego tylko 2812.06 w terenie). Jeżdżę z prędkością średnią 17.56 km/h.
Więcej o mnie. button stats bikestats.pl 2026 button stats bizkestats.pl 2025 button stats bizkestats.pl 2024 button stats bizkestats.pl 2023 button stats bizkestats.pl 2022 button stats bizkestats.pl 2021 button stats bizkestats.pl 2020 button stats bizkestats.pl 2019 button stats bizkestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy markon.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Wyprawy

Dystans całkowity:7164.69 km (w terenie 1326.40 km; 18.51%)
Czas w ruchu:430:16
Średnia prędkość:16.65 km/h
Maksymalna prędkość:73.70 km/h
Suma podjazdów:11782 m
Maks. tętno maksymalne:162 (88 %)
Maks. tętno średnie:106 (57 %)
Suma kalorii:20096 kcal
Liczba aktywności:103
Średnio na aktywność:69.56 km i 4h 10m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
144.45 km 07:04 h
20.44 km/h:
Maks. pr.:40.59 km/h

Oder-Neise Radweg (dzień trzeci)

Piątek, 24 czerwca 2011 · dodano: 27.06.2011 | Komentarze 5

Niby wstaliśmy wcześnie, ale w związku ze śniadaniem (tym razem McDonald), na niemiecki brzeg rzeki dotarliśmy dopiero k. 8.00. Po wieczornych dyskusjach mamy szczery zamiar spróbować przeskoczyć na miejsce - do Świnoujścia. Nie wiem w jaki sposób nam to wyszło, ale z obliczeń wynikało, że będzie to nieco powyżej 200 km, czyli dystans do zrobienia. Ruszyliśmy szybszym tempem, co łatwe nie było... Wieczorem klimat sprzyjał śmiechom i odbiło się tym, że poranny klimat im nie sprzyjał ;c). Profilaktycznie pożegnaliśmy się z Mietkiem na jednym z krótkich postojów, ale kolejny raz przekonałem się, że każde 5 minut bardzo znacząco obniża średnią prędkość. Mietek jadąc swoim konsekwentnym tempem, co trochę nas doganiał. Ponadto pogoda przestała nas rozpieszczać... A może po prostu KTOŚ zlitował się nad nami i próbował dać nam do zrozumienia, że bezsensem jest forsowanie się pędem do celu. Co jakiś czas nadciągała chmura i przelotny opad. Przelotny, ale bardzo intensywny. Gdy mocno padało, przeczekiwaliśmy deszcz ukryci pod wiatami lub drzewami.
Podczas jednego z takich postojów Mietek nas nie dogonił. Zadzwonił jedynie, że zmienia dętkę i chyba nie uda się mu już nas dojść. Pojechaliśmy dalej.
W okolicy miejscowości Schwedt, w związku z remontem wałów, droga rowerowa wytyczona była objazdem. Tutaj pojawiły się pierwsze podjazdy z prawdziwego zdarzenia. Szlak wiódł przez wzgórza porośnięte zbożem, po betonowych płytach. Objazd liczył kilka kilometrów. W samą porę wróciliśmy na szlak. Gdy zjechaliśmy do miasta okazało się, że nadciąga wielka czarna chmura, której towarzyszy głuchy pomruk burzy. Szybko schowaliśmy się w przeuroczej knajpce i wykorzystaliśmy nabyte poprzedniego dnia umiejętności językowe, zamawiając kawę i kiełbaskę z sałatką ziemniaczaną. Schowani w cieple oglądaliśmy przez okno ulewę, która gdyby zastała nas w otwartym terenie mogła zmyć nam uśmiechy z twarzy. Ponieważ jestem niepoprawnym optymistą, nie omieszkam dostrzec pozytywu - moje nowe sakwy "na szóstkę" zdały test na wodoszczelność! ;c). Zatelefonowaliśmy też do Mietka. Znalazł schronienie przed deszczem, nie tak komfortowe jak nasze, ale pozwalające wymienić drugi raz dętkę. Okazało się, że naprawiając pierwszego kapcia, nie zauważył szkła tkwiącego w oponie.
Przy kawie doszliśmy do wniosku, że jednak nie ma szans pokonać dystansu do końca. Przerw było zbyt dużo, pogoda tego dnia niepewna. Postanowiliśmy trzymać się pierwotnego planu i zjechać na nocleg do Kołbaskowa.
Przebieg trasy tego dnia: Kustrin-Kietz (Kostrzyń) - Gros Neuendorf - Oderberg - Schwedt - Gartz - Mescherin - Kołbaskowo.
Na końcowym odcinku dotarliśmy do jedynego znaczącego przewyższennia trasy - za miejscowością Gartz. Były tam długie podjazdy, złagodzone przepięknym parkowym krajobrazem wokół rekreacyjnej miejscowości Mescherin. Właśnie tutaj, na przewyższeniu trasy w miejscowości Staffelde, rzeka Odra wpływa całą szerokością do Polski i jej bieg nie odwzorowuje już granicy państwa. Zjechaliśmy ze szlaku i przez Neurochlitz wjechaliśmy do Kołbaskowa.
Tam dotarliśmy do kwatery i zatelefonowaliśmy do Mietka. On bardzo się ucieszył. Stwierdził, że ma problem ze zorganizowaniem noclegu w Niemczech i spróbuje do nas dotrzeć. Przeliczyliśmy trasę, okazało się, że omijając zakole w okolicach Mescherin, ma do nas ok. 20 km. Kolejną noc znowu spędziliśmy we trzech - nie tak łatwo się rozstać ;c).
Acha... byłbym zapomniał. W Kołbaskowie przy stacji paliw "Bliska" jest bar, w którym zjedliśmy przepyszną golonkę - ta potrawa "chodziła" za mną i Waldkiem od dwóch dni, a jakoś w Niemczech nie było okazji jej spróbować ;c).
Kilka fotek z tego etapu (wszystkie pozostałe są w GALERII



Pogoda nie zawsze rozpieszczała



Uchodzi... ale może jakoś ujdzie?



Parkowy klimat Mescherin.

Dane wyjazdu:
113.94 km 05:49 h
19.59 km/h:
Maks. pr.:50.86 km/h

Oder-Neise Radweg (dzień drugi)

Czwartek, 23 czerwca 2011 · dodano: 27.06.2011 | Komentarze 3

Po nocy przespanej w luksusowych warunkach (w porównaniu do zeszłej spędzonej w pociągu, po całym nieprzespanym dniu ;c), obudziliśmy się z wielkim zapałem do jazdy. Szybkie śniadanko i wyjazd po małych perypetiach związanych ze znalezieniem sklepu, gdzie można byłoby kupić płyny na drogę - w Święto Bożego Ciała jest to wyzwanie.
Tego dnia pokonujemy trasę: Guben (Gubin) - Neisemunde - Eisenhuttenstadt - Frankfurt - Kostrzyń nad Odrą.
Droga rowerowa coraz rzadziej prowadzi przez las, coraz częściej wzdłuż rzeki, po wale przeciwpowodziowym. Nadal asfalt, ciągle z górki, ale na otwartym terenie od czasu do czasu potrafi wiatr porządnie dmuchnąć z zachodu. Najtrudniejsze są odcinki, gdy trzeba jechać wprost na zachód - tutaj pomaga trochę formowanie zwartego peletonu i przebijanie się przez wiatr.
Niestety przegapiłem miejsce, gdzie Nysa Łużycka wpada do Odry, wzdłuż której wiedzie dalsza droga. Jak sama nazwa miejscowości wskazuje, jest to w okolicy Neisemunde. Jadąc dostrzegłem, że nad rzeką stoi większa grupa rowerzystów, ale dopiero po kilku kilometrach Mietek powiedział mi, że to tam rzeki się połączyły.
Wracając do rowerzystów - co trochę spotykamy obładowanych sakwami Niemców i bardzo naturalne jest tam pozdrawianie się w drodze. Mietek jednak stwierdził, że przesadzam i narzucił mi pewne ograniczenia, o których tutaj lepiej nie będę pisał ;c).
Po drodze z radością poznajemy lingwistyczne umiejętności Mietka. Dogaduje się z Niemcami bez problemu. Dzięki temu mamy okazję posmakować nowej potrawy - Wurst mit Kartofelsalad. Bardzo smaczna i niedroga, super odmiana po batonach, które poprzedniego dnia były podstawą mojego żywienia.
Dojeżdżamy w doskonałych nastrojach do Kostrzynia. Tutaj z kolei do Odry wpływa Warta. U jej ujścia znajduje się historyczny fort, strzegący w czasach napoleońskich przeprawy przez rzekę. Trwają w nim prace remontowe i z pewnością będzie tam uroczy zakątek.
Ponieważ był to najkrótszy wytyczony odcinek, chwilę wahamy się, czy korzystając z wczesnej pory nie wydłużyć go i spróbować urwać jeden dzień jazdy, na korzyść soboty spędzonej nad morzem. W końcu jednak postanawiamy zjechać na polską stronę rzeki.
Wjechaliśmy do miasta i znaleźliśmy kwaterę. Tego dnia zjedliśmy pizzę, którą telefonicznie zamówiliśmy wraz z... napojami ;c).
Wieczorem zastanawialiśmy się, czy nie udałoby się zrobić pozostałego dystansu na jeden skok, by spędzić dodatkowy dzień nad morzem. Położyliśmy się spać z nastawieniem, że spróbujemy...



A w głowach nam tylko jedno: JECHAĆ!



Swojski klimat - w Niemczech też trafiają się przemysłowe ruiny



Fort w Kostrzynie nad Odrą



W Niemczech benzyna droższa - lepiej zatankować po polskiej stronie ;c) -GALERIA-

Dane wyjazdu:
139.55 km 06:38 h
21.04 km/h:
Maks. pr.:41.67 km/h

Oder-Neise Radweg (dzień pierwszy)

Środa, 22 czerwca 2011 · dodano: 27.06.2011 | Komentarze 5

Udało się!
Eskapada, której pomysł ponad rok temu rzucił Waldek, wreszcie doszła do skutku.
Po 2.00 spotkaliśmy się na Dworcu PKP i zapakowaliśmy rowery do pociągu. W przedziale kilka słów z rowerzystami jadącymi chyba z Koluszek (okazuje się, że z Warszawy. Pozdrawiam izkę :cP), by poszaleć na "góralach" w Szklarskiej Porębie. My we Wrocławiu mamy przesiadkę - jest czas na wypicie kawki i... poznanie Staśka z Bogatyni, który właśnie wraca z rowerowej wyprawy po zwiedzeniu Sandomierza, Krakowa, Częstochowy - opowiadania wystarczyło na całą drogę do Zgorzelca. We trzech wsiadamy do pociągu i przy upychaniu rowerów poznajemy kolejnego rowerzystę - Mietka z Katowic.
Okazuje się, że Mietek ma plan podobny do naszego. Chce przejechać Oder-Neise Radweg ze Zgorzelca do Szczecina.
Rozmowa w pociągu tak się miło klei, że postanawiamy przynajmniej na początku trasy ruszyć razem. W podróży pierwszy mały zgrzyt - okazuje się, że w Częstochowie sprzedano nam bilety niehonorowane przez tamtejszego przewoźnika i musimy zapłacić dodatkowo za przejazd. Część z pieniędzy udało się odzyskać po powrocie do Częstochowy - reputacja PKP została uratowana.
W Zgorzelcu żegnamy się ze Staśkiem i we trzech przejeżdżamy na niemiecki brzeg Nysy i zaczynamy pedałować: Gorlitz (Zgorzelec) - Rothenburg - Bad Muskau - Forst - Guben (Gubin).
Po wyjechaniu z Gorlitz, trasa przez kilka kilometrów wiedzie przez małe miejscowości, by w którymś momencie wprowadzić nas w lasy i pola. Zwolennicy MTB nie byliby jednak zachwyceni, za to szosowcy - jak najbardziej ;c). Trasa cały czas jest asfaltowa. Ma szerokość ok. 4 m (w stylu ścieżki na Olsztyn). Zakazany jest na niej ruch pojazdów silnikowych, z chyba z wyjątkiem maszyn rolniczych dojeżdżających do pól. Także w większych miastach jest poprowadzona tak, by izolować rowerzystów od pozostałych uczestników dróg. Jedynie w małych miasteczkach od czasu do czasu biegnie lokalnymi uliczkami. Jest płasko, bez większych podjazdów czy zjazdów, a nawierzchnia super. Krajobraz bardzo urozmaicony - lasy, pola, małe i większe miasteczka.
Późnym popołudniem dojeżdżamy do Guben i przeskakujemy na polski brzeg Nysy na nocleg, który Waldek zarezerwował w Domu Turysty. Pod względem organizacyjnym Waldek spisał się na medal. Dobrze, że to nie ja zamawiałem noclegi, bo biorąc pod uwagę zawirowanie z biletami PKP, moglibyśmy być zmuszeni nocować "pod chmurką" ;c).
Dotychczas nie zamieszczałem na bikestats.pl fotografii, ale chyba czas to zmienić.



Na granicy w Zgorzelcu



W trasie... (dostęp do całej galerii, po kliknięciu w link pod następnym zdjęciem)



Przed Domem Turysty w Gubinie -GALERIA-