Info
Jestem Mariusz z Częstochowy. Od 13 września 2010 r przejechałem 28304.84 kilometrów, głównie po asfalcie (dlatego tylko 2812.06 w terenie). Jeżdżę z prędkością średnią 17.56 km/h.Więcej o mnie.
2026
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010 Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Lipiec1 - 0
- 2026, Czerwiec2 - 0
- 2026, Maj11 - 0
- 2026, Kwiecień4 - 0
- 2026, Marzec1 - 0
- 2026, Luty3 - 0
- 2025, Listopad3 - 0
- 2025, Lipiec2 - 0
- 2025, Czerwiec8 - 0
- 2025, Maj8 - 0
- 2025, Kwiecień1 - 0
- 2024, Lipiec3 - 0
- 2024, Czerwiec2 - 0
- 2024, Maj7 - 0
- 2024, Kwiecień3 - 0
- 2024, Luty1 - 0
- 2023, Lipiec1 - 0
- 2023, Czerwiec4 - 0
- 2023, Maj9 - 0
- 2022, Sierpień3 - 1
- 2022, Lipiec2 - 0
- 2022, Czerwiec4 - 0
- 2022, Maj10 - 0
- 2022, Kwiecień2 - 0
- 2022, Marzec1 - 0
- 2021, Sierpień3 - 0
- 2021, Maj7 - 0
- 2021, Kwiecień2 - 0
- 2020, Listopad1 - 0
- 2020, Sierpień3 - 0
- 2020, Lipiec8 - 5
- 2020, Czerwiec4 - 0
- 2020, Maj5 - 0
- 2020, Marzec1 - 0
- 2019, Sierpień1 - 0
- 2019, Czerwiec4 - 0
- 2019, Maj6 - 2
- 2019, Kwiecień1 - 0
- 2019, Luty1 - 0
- 2018, Listopad1 - 0
- 2018, Październik2 - 0
- 2018, Wrzesień1 - 0
- 2018, Sierpień1 - 0
- 2018, Czerwiec1 - 0
- 2018, Maj9 - 1
- 2018, Kwiecień4 - 0
- 2018, Marzec2 - 0
- 2018, Styczeń3 - 0
- 2017, Listopad1 - 0
- 2017, Wrzesień1 - 0
- 2017, Sierpień2 - 0
- 2017, Czerwiec7 - 2
- 2017, Maj10 - 0
- 2017, Kwiecień2 - 2
- 2017, Marzec1 - 0
- 2016, Grudzień1 - 0
- 2016, Listopad1 - 0
- 2016, Czerwiec6 - 4
- 2016, Kwiecień2 - 2
- 2015, Grudzień1 - 3
- 2015, Październik1 - 2
- 2015, Wrzesień1 - 0
- 2015, Sierpień1 - 0
- 2015, Lipiec4 - 4
- 2015, Czerwiec5 - 6
- 2015, Maj6 - 3
- 2015, Kwiecień1 - 0
- 2015, Marzec7 - 2
- 2015, Luty1 - 0
- 2015, Styczeń4 - 3
- 2014, Grudzień1 - 0
- 2014, Listopad2 - 3
- 2014, Październik4 - 1
- 2014, Wrzesień6 - 2
- 2014, Sierpień6 - 4
- 2014, Lipiec3 - 4
- 2014, Czerwiec7 - 13
- 2014, Maj1 - 1
- 2014, Kwiecień5 - 10
- 2014, Marzec9 - 3
- 2014, Luty5 - 3
- 2014, Styczeń4 - 1
- 2013, Grudzień5 - 15
- 2013, Listopad5 - 3
- 2013, Październik6 - 1
- 2013, Wrzesień7 - 5
- 2013, Sierpień8 - 5
- 2013, Lipiec13 - 16
- 2013, Czerwiec12 - 16
- 2013, Maj9 - 15
- 2013, Kwiecień7 - 2
- 2013, Marzec6 - 9
- 2012, Grudzień1 - 1
- 2012, Listopad3 - 9
- 2012, Październik4 - 3
- 2012, Wrzesień9 - 9
- 2012, Sierpień1 - 1
- 2012, Lipiec4 - 12
- 2012, Czerwiec9 - 16
- 2012, Maj14 - 25
- 2012, Kwiecień6 - 9
- 2012, Marzec9 - 15
- 2011, Grudzień2 - 9
- 2011, Listopad4 - 7
- 2011, Październik8 - 9
- 2011, Wrzesień9 - 9
- 2011, Sierpień7 - 1
- 2011, Lipiec12 - 14
- 2011, Czerwiec13 - 35
- 2011, Maj9 - 15
- 2011, Kwiecień10 - 13
- 2011, Marzec6 - 10
- 2011, Luty1 - 3
- 2011, Styczeń2 - 5
- 2010, Grudzień3 - 0
- 2010, Listopad5 - 13
- 2010, Październik9 - 8
- 2010, Wrzesień7 - 1
Wpisy archiwalne w kategorii
Wyprawy
| Dystans całkowity: | 7164.69 km (w terenie 1326.40 km; 18.51%) |
| Czas w ruchu: | 430:16 |
| Średnia prędkość: | 16.65 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 73.70 km/h |
| Suma podjazdów: | 11782 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 162 (88 %) |
| Maks. tętno średnie: | 106 (57 %) |
| Suma kalorii: | 20096 kcal |
| Liczba aktywności: | 103 |
| Średnio na aktywność: | 69.56 km i 4h 10m |
| Więcej statystyk | |
Oder-Neise Radweg (dzień trzeci)
Piątek, 24 czerwca 2011 · dodano: 27.06.2011 | Komentarze 5
Niby wstaliśmy wcześnie, ale w związku ze śniadaniem (tym razem McDonald), na niemiecki brzeg rzeki dotarliśmy dopiero k. 8.00. Po wieczornych dyskusjach mamy szczery zamiar spróbować przeskoczyć na miejsce - do Świnoujścia. Nie wiem w jaki sposób nam to wyszło, ale z obliczeń wynikało, że będzie to nieco powyżej 200 km, czyli dystans do zrobienia. Ruszyliśmy szybszym tempem, co łatwe nie było... Wieczorem klimat sprzyjał śmiechom i odbiło się tym, że poranny klimat im nie sprzyjał ;c). Profilaktycznie pożegnaliśmy się z Mietkiem na jednym z krótkich postojów, ale kolejny raz przekonałem się, że każde 5 minut bardzo znacząco obniża średnią prędkość. Mietek jadąc swoim konsekwentnym tempem, co trochę nas doganiał. Ponadto pogoda przestała nas rozpieszczać... A może po prostu KTOŚ zlitował się nad nami i próbował dać nam do zrozumienia, że bezsensem jest forsowanie się pędem do celu. Co jakiś czas nadciągała chmura i przelotny opad. Przelotny, ale bardzo intensywny. Gdy mocno padało, przeczekiwaliśmy deszcz ukryci pod wiatami lub drzewami.Podczas jednego z takich postojów Mietek nas nie dogonił. Zadzwonił jedynie, że zmienia dętkę i chyba nie uda się mu już nas dojść. Pojechaliśmy dalej.
W okolicy miejscowości Schwedt, w związku z remontem wałów, droga rowerowa wytyczona była objazdem. Tutaj pojawiły się pierwsze podjazdy z prawdziwego zdarzenia. Szlak wiódł przez wzgórza porośnięte zbożem, po betonowych płytach. Objazd liczył kilka kilometrów. W samą porę wróciliśmy na szlak. Gdy zjechaliśmy do miasta okazało się, że nadciąga wielka czarna chmura, której towarzyszy głuchy pomruk burzy. Szybko schowaliśmy się w przeuroczej knajpce i wykorzystaliśmy nabyte poprzedniego dnia umiejętności językowe, zamawiając kawę i kiełbaskę z sałatką ziemniaczaną. Schowani w cieple oglądaliśmy przez okno ulewę, która gdyby zastała nas w otwartym terenie mogła zmyć nam uśmiechy z twarzy. Ponieważ jestem niepoprawnym optymistą, nie omieszkam dostrzec pozytywu - moje nowe sakwy "na szóstkę" zdały test na wodoszczelność! ;c). Zatelefonowaliśmy też do Mietka. Znalazł schronienie przed deszczem, nie tak komfortowe jak nasze, ale pozwalające wymienić drugi raz dętkę. Okazało się, że naprawiając pierwszego kapcia, nie zauważył szkła tkwiącego w oponie.
Przy kawie doszliśmy do wniosku, że jednak nie ma szans pokonać dystansu do końca. Przerw było zbyt dużo, pogoda tego dnia niepewna. Postanowiliśmy trzymać się pierwotnego planu i zjechać na nocleg do Kołbaskowa.
Przebieg trasy tego dnia: Kustrin-Kietz (Kostrzyń) - Gros Neuendorf - Oderberg - Schwedt - Gartz - Mescherin - Kołbaskowo.
Na końcowym odcinku dotarliśmy do jedynego znaczącego przewyższennia trasy - za miejscowością Gartz. Były tam długie podjazdy, złagodzone przepięknym parkowym krajobrazem wokół rekreacyjnej miejscowości Mescherin. Właśnie tutaj, na przewyższeniu trasy w miejscowości Staffelde, rzeka Odra wpływa całą szerokością do Polski i jej bieg nie odwzorowuje już granicy państwa. Zjechaliśmy ze szlaku i przez Neurochlitz wjechaliśmy do Kołbaskowa.
Tam dotarliśmy do kwatery i zatelefonowaliśmy do Mietka. On bardzo się ucieszył. Stwierdził, że ma problem ze zorganizowaniem noclegu w Niemczech i spróbuje do nas dotrzeć. Przeliczyliśmy trasę, okazało się, że omijając zakole w okolicach Mescherin, ma do nas ok. 20 km. Kolejną noc znowu spędziliśmy we trzech - nie tak łatwo się rozstać ;c).
Acha... byłbym zapomniał. W Kołbaskowie przy stacji paliw "Bliska" jest bar, w którym zjedliśmy przepyszną golonkę - ta potrawa "chodziła" za mną i Waldkiem od dwóch dni, a jakoś w Niemczech nie było okazji jej spróbować ;c).
Kilka fotek z tego etapu (wszystkie pozostałe są w GALERII
Pogoda nie zawsze rozpieszczała
Uchodzi... ale może jakoś ujdzie?
Parkowy klimat Mescherin.
Kategoria Wyprawy, Dookoła Polski
Oder-Neise Radweg (dzień drugi)
Czwartek, 23 czerwca 2011 · dodano: 27.06.2011 | Komentarze 3
Po nocy przespanej w luksusowych warunkach (w porównaniu do zeszłej spędzonej w pociągu, po całym nieprzespanym dniu ;c), obudziliśmy się z wielkim zapałem do jazdy. Szybkie śniadanko i wyjazd po małych perypetiach związanych ze znalezieniem sklepu, gdzie można byłoby kupić płyny na drogę - w Święto Bożego Ciała jest to wyzwanie.Tego dnia pokonujemy trasę: Guben (Gubin) - Neisemunde - Eisenhuttenstadt - Frankfurt - Kostrzyń nad Odrą.
Droga rowerowa coraz rzadziej prowadzi przez las, coraz częściej wzdłuż rzeki, po wale przeciwpowodziowym. Nadal asfalt, ciągle z górki, ale na otwartym terenie od czasu do czasu potrafi wiatr porządnie dmuchnąć z zachodu. Najtrudniejsze są odcinki, gdy trzeba jechać wprost na zachód - tutaj pomaga trochę formowanie zwartego peletonu i przebijanie się przez wiatr.
Niestety przegapiłem miejsce, gdzie Nysa Łużycka wpada do Odry, wzdłuż której wiedzie dalsza droga. Jak sama nazwa miejscowości wskazuje, jest to w okolicy Neisemunde. Jadąc dostrzegłem, że nad rzeką stoi większa grupa rowerzystów, ale dopiero po kilku kilometrach Mietek powiedział mi, że to tam rzeki się połączyły.
Wracając do rowerzystów - co trochę spotykamy obładowanych sakwami Niemców i bardzo naturalne jest tam pozdrawianie się w drodze. Mietek jednak stwierdził, że przesadzam i narzucił mi pewne ograniczenia, o których tutaj lepiej nie będę pisał ;c).
Po drodze z radością poznajemy lingwistyczne umiejętności Mietka. Dogaduje się z Niemcami bez problemu. Dzięki temu mamy okazję posmakować nowej potrawy - Wurst mit Kartofelsalad. Bardzo smaczna i niedroga, super odmiana po batonach, które poprzedniego dnia były podstawą mojego żywienia.
Dojeżdżamy w doskonałych nastrojach do Kostrzynia. Tutaj z kolei do Odry wpływa Warta. U jej ujścia znajduje się historyczny fort, strzegący w czasach napoleońskich przeprawy przez rzekę. Trwają w nim prace remontowe i z pewnością będzie tam uroczy zakątek.
Ponieważ był to najkrótszy wytyczony odcinek, chwilę wahamy się, czy korzystając z wczesnej pory nie wydłużyć go i spróbować urwać jeden dzień jazdy, na korzyść soboty spędzonej nad morzem. W końcu jednak postanawiamy zjechać na polską stronę rzeki.
Wjechaliśmy do miasta i znaleźliśmy kwaterę. Tego dnia zjedliśmy pizzę, którą telefonicznie zamówiliśmy wraz z... napojami ;c).
Wieczorem zastanawialiśmy się, czy nie udałoby się zrobić pozostałego dystansu na jeden skok, by spędzić dodatkowy dzień nad morzem. Położyliśmy się spać z nastawieniem, że spróbujemy...
A w głowach nam tylko jedno: JECHAĆ!

Swojski klimat - w Niemczech też trafiają się przemysłowe ruiny
Fort w Kostrzynie nad Odrą
W Niemczech benzyna droższa - lepiej zatankować po polskiej stronie ;c) -GALERIA-
Kategoria Wyprawy, Dookoła Polski
Oder-Neise Radweg (dzień pierwszy)
Środa, 22 czerwca 2011 · dodano: 27.06.2011 | Komentarze 5
Udało się!Eskapada, której pomysł ponad rok temu rzucił Waldek, wreszcie doszła do skutku.
Po 2.00 spotkaliśmy się na Dworcu PKP i zapakowaliśmy rowery do pociągu. W przedziale kilka słów z rowerzystami jadącymi chyba z Koluszek (okazuje się, że z Warszawy. Pozdrawiam izkę :cP), by poszaleć na "góralach" w Szklarskiej Porębie. My we Wrocławiu mamy przesiadkę - jest czas na wypicie kawki i... poznanie Staśka z Bogatyni, który właśnie wraca z rowerowej wyprawy po zwiedzeniu Sandomierza, Krakowa, Częstochowy - opowiadania wystarczyło na całą drogę do Zgorzelca. We trzech wsiadamy do pociągu i przy upychaniu rowerów poznajemy kolejnego rowerzystę - Mietka z Katowic.
Okazuje się, że Mietek ma plan podobny do naszego. Chce przejechać Oder-Neise Radweg ze Zgorzelca do Szczecina.
Rozmowa w pociągu tak się miło klei, że postanawiamy przynajmniej na początku trasy ruszyć razem. W podróży pierwszy mały zgrzyt - okazuje się, że w Częstochowie sprzedano nam bilety niehonorowane przez tamtejszego przewoźnika i musimy zapłacić dodatkowo za przejazd. Część z pieniędzy udało się odzyskać po powrocie do Częstochowy - reputacja PKP została uratowana.
W Zgorzelcu żegnamy się ze Staśkiem i we trzech przejeżdżamy na niemiecki brzeg Nysy i zaczynamy pedałować: Gorlitz (Zgorzelec) - Rothenburg - Bad Muskau - Forst - Guben (Gubin).
Po wyjechaniu z Gorlitz, trasa przez kilka kilometrów wiedzie przez małe miejscowości, by w którymś momencie wprowadzić nas w lasy i pola. Zwolennicy MTB nie byliby jednak zachwyceni, za to szosowcy - jak najbardziej ;c). Trasa cały czas jest asfaltowa. Ma szerokość ok. 4 m (w stylu ścieżki na Olsztyn). Zakazany jest na niej ruch pojazdów silnikowych, z chyba z wyjątkiem maszyn rolniczych dojeżdżających do pól. Także w większych miastach jest poprowadzona tak, by izolować rowerzystów od pozostałych uczestników dróg. Jedynie w małych miasteczkach od czasu do czasu biegnie lokalnymi uliczkami. Jest płasko, bez większych podjazdów czy zjazdów, a nawierzchnia super. Krajobraz bardzo urozmaicony - lasy, pola, małe i większe miasteczka.
Późnym popołudniem dojeżdżamy do Guben i przeskakujemy na polski brzeg Nysy na nocleg, który Waldek zarezerwował w Domu Turysty. Pod względem organizacyjnym Waldek spisał się na medal. Dobrze, że to nie ja zamawiałem noclegi, bo biorąc pod uwagę zawirowanie z biletami PKP, moglibyśmy być zmuszeni nocować "pod chmurką" ;c).
Dotychczas nie zamieszczałem na bikestats.pl fotografii, ale chyba czas to zmienić.

Na granicy w Zgorzelcu

W trasie... (dostęp do całej galerii, po kliknięciu w link pod następnym zdjęciem)
Przed Domem Turysty w Gubinie -GALERIA-
Kategoria Wyprawy, Dookoła Polski

