avatar

Info

Jestem Mariusz z Częstochowy. Od 13 września 2010 r przejechałem 27816.03 kilometrów, głównie po asfalcie (dlatego tylko 2800.86 w terenie). Jeżdżę z prędkością średnią 17.56 km/h.
Więcej o mnie. button stats bikestats.pl 2026 button stats bizkestats.pl 2025 button stats bizkestats.pl 2024 button stats bizkestats.pl 2023 button stats bizkestats.pl 2022 button stats bizkestats.pl 2021 button stats bizkestats.pl 2020 button stats bizkestats.pl 2019 button stats bizkestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy markon.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
46.45 km 03:20 h
13.94 km/h:
Maks. pr.:52.10 km/h

W Świętokrzyskie - dzień IV

Wtorek, 28 maja 2024 · dodano: 04.06.2024 | Komentarze 0

Czas opuszczać Sielpię. Ruszyliśmy w stronę Suchedniowa. Trasa znowu przeprowadziła nas przez Piekło ;c). Mieliśmy chwilę odpoczynku nad leśnym źródełkiem. W Stąporkowie zjedliśmy obiad i mogliśmy obejrzeć największy kaloryfer w Europie, czy też na świecie. W męskim gronie zgodnie uznaliśmy, że bojlery mają też swoje zalety, ale dziewczyny z nami polemizowały. Przejeżdżając przez lasy ucięliśmy sobie miłą pogawędkę z miejscowym leśniczym. A wyjeżdżając z lasu spotkała nas przemiła niespodzianka - na spotkanie wyjechał nam motocyklem Alek. Tego dnia nie mógł nam towarzyszyć, ale umówiliśmy się, że na odcinku z Suchedniowa do Pawłowa Alek z Anią do nas dołączą i będą przewodnikami.
Do Suchedniowa dojechaliśmy mocno zmęczeni. Dawały się we znak kilometry (może dystanse nie były duże, ale teren dość trudny) oraz nieprzespane noce spędzone na zacieśnianiu więzów międzyludzkich. W każdym razie pieszo wybraliśmy się na kolację, a po kolacji... daliśmy podkład pod zmęczenie następnego dnia i znowu przesiedzieliśmy do północy.
A oto przebieg trasy:




Dane wyjazdu:
25.99 km 01:41 h
15.44 km/h:
Maks. pr.:39.90 km/h

W Świętokrzyskie - dzień III

Poniedziałek, 27 maja 2024 · dodano: 04.06.2024 | Komentarze 0

Tego dnia mieliśmy zaplanowaną pętlę wokół Końskich, ale poprzedniego wieczoru ustaliliśmy, że jest dobra okazja, żeby złapać oddech przed kolejnymi etapami i skrócić nieco dystans na rzecz popołudnia na plaży. Tak też zrobiliśmy, ale zanim udało nam się ruszyć, pod nasz kemping zajechał Artur na rowerze (elektrycznym). Powitaliśmy go owacjami na stojąco! Zarzekał się, że długie wycieczki są nie dla niego, a tu nagle odwiedza nas ponad 40 km od domu. Na pytanie ile jechał, odparł skromnie: "z godzinkę...". I było to do przyjęcia, biorąc pod uwagę jaką prędkość rozwija jego piekielna maszyna. Do tematu piekielnej maszyny wrócę jeszcze pod koniec wpisu. A na razie - ruszyliśmy z kempingu w stronę miejscowości o jakże intrygujących nazwach: Piekło i Niebo. Na fotkę pod tabliczką z nazwą "Piekło" bardzo napalił się Michał. Przypadek? Nie sądzę... Trasa była tego dnia terenowa, dość trudna, po leśnych, piaszczystych i kamienistych drogach, z długimi podjazdami. Natomiast humory nam dopisywały. W Końskich wjechaliśmy na obiad i deser, a potem wróciliśmy w stronę Sielpi, gdzie czekała na nas piaszczysta plaża i słońce.
Poleżeliśmy na piasku kilka godzin, wykąpaliśmy się w jeziorze... urocze popołudnie. Po powrocie do kempingu kolejne niespodzianki:
1. Maja przyrządziła przepyszny chłodnik.
2. Michał upiekł wspaniałe racuchy.
3. Artur zawiózł nas do sklepu swoją ciężarówką Iveco - co było wyjaśnieniem naszych porannych wątpliwości dotyczących prędkości przemieszczania się roweru elektrycznego na trasie Maluszyn - Sielpia Wielka ;c).
A potem... nocne rozmowy, gitara, śpiew...
A tutaj przebieg trasy:




Dane wyjazdu:
54.52 km 03:01 h
18.07 km/h:
Maks. pr.:55.70 km/h

W Świętokrzyskie - dzień II

Niedziela, 26 maja 2024 · dodano: 04.06.2024 | Komentarze 0

Po noclegu w Maluszynie ruszyliśmy w dalszą drogę w sześcioro - Wiola z Waldkiem musieli wracać do domu. Pogoda dopisywała, słońce przyświecało, wiatr w plecy - lepiej nie mogliśmy sobie wymarzyć. Kierowaliśmy się w stronę Sielpii Wielkiej, gdzie nad jeziorem zaplanowane były dwa noclegi. Po drodze zaczęło straszyć deszczem, ale akurat przejeżdżaliśmy koło restauracji nad zalewem, więc deszcz przeczekaliśmy pod dachem. To był jedyny deszczowy akcent podczas tej wyprawy. Tuż przed Sielpią wyprzedził nas samochód Artura - mój kuzyn postanowił sprawdzić czy będzie nam wygodnie i wpadł nas odwiedzić. Przygotował dla nas jeszcze jedną niespodziankę, ale o tym w następnym wpisie. Tego dnia byliśmy ciut zmęczeni, więc zostaliśmy na kempingu. Rozpaliliśmy ognisko i siedzieliśmy do późna przy gitarce, śpiewach i nocnych rozmowach.
A tutaj zapis trasy z tego dnia (niestety z zakłamanym śladem GPS, gdyż aplikacja pauzowała przez dłuższy czas):




Dane wyjazdu:
71.96 km 04:06 h
17.55 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h

W Świętokrzyskie - dzień I

Sobota, 25 maja 2024 · dodano: 04.06.2024 | Komentarze 0

W tym roku padł pomysł, by naszą coroczną wyprawę zorganizować bliżej domu. Któregoś dnia siadłem przed komputerem, spojrzałem na odległości między strategicznymi punktami i... powstał projekt wyprawy w Świętokrzyskie. Strategicznymi punktami był Maluszyn i Pawłów - gdzie mieszkają nasi Przyjaciele i gdzie mogliśmy dorzucić dodatkowych walorów (towarzyskich) naszej rowerowej przygodzie.
W tym roku pojechaliśmy w sześć osób: Maja, Ola, Ania, Michał, Michał i ja. Niestety - tym razem nie mogli nam do końca towarzyszyć Wiola z Waldkiem. Na otarcie łez (ich i naszych) udało nam się wspólnie przejechać ten pierwszy etap z Częstochowy do Maluszyna. Martwiłem się trochę, że akurat ten etap może być niezbyt interesujący, bo drogę do Maluszyna już kilkakrotnie przemierzaliśmy różnymi szlakami. Z pomocą przyszedł program Komoot. Nie korzystałem z niego wcześniej, a pierwsze użycie wyrysowało nową ścieżkę na Maluszyn, dla wszystkich, także dla mnie, zupełnie nową. 
Przejechaliśmy przez Olsztyn, Kusięta, Mstów, potem wzdłuż Warty na Krasice i Świętą Annę. Zjedliśmy rybkę w Kniei i pojechaliśmy dalej. Do Maluszyna wjechaliśmy od strony Mostów i po zrobieniu fotki pod tablicą z nazwą miejscowości dotarliśmy do mojego kuzyna Artura. Tam czekało na nas ognisko, pieczonki i... dla mnie urodzinowa niespodzianka.
Od przyjaciół dostałem super wpisujący się w klimat prezent - nowiutkiego Garmina EDGE Explore 2. Na pewno się przyda!
A poniżej filmik z pierwszego etapu naszej wyprawy:




Dane wyjazdu:
38.19 km 02:07 h
18.04 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h

Do Poraja

Niedziela, 19 maja 2024 · dodano: 24.05.2024 | Komentarze 0

Wieczorna wycieczka do Poraja z Olą i Michałem. Cudowna niedziela…

Dane wyjazdu:
46.20 km 02:43 h
17.01 km/h:
Maks. pr.:36.00 km/h

Niedziela na rowerze

Niedziela, 28 kwietnia 2024 · dodano: 30.04.2024 | Komentarze 0

Udało się wsiąść na rower. Najpierw do Rodziców na obiad. Potem do Blachowni i godzinka na trawce. Powrót na rozpoczęcie sezonu grillowego u Rodziców. I wieczorem do domku. Urocza niedziela.
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
18.00 km 01:00 h
18.00 km/h:
Maks. pr.:25.00 km/h

Rodzinna pętla

Niedziela, 14 kwietnia 2024 · dodano: 30.04.2024 | Komentarze 0

Z Anią na pizzę w La Playa. Tam małe rodzinne spotkanie. Powrót przez Aleje - grzech nie wpaść na lody.


Dane wyjazdu:
16.00 km 01:00 h
16.00 km/h:
Maks. pr.:23.00 km/h

Na pizzę - rodzinnie

Niedziela, 7 kwietnia 2024 · dodano: 30.04.2024 | Komentarze 0

Nie chciało nam się szykować obiadu - w La Playa jest pyszna pizza.


Dane wyjazdu:
27.70 km 01:10 h
23.74 km/h:
Maks. pr.:47.00 km/h

Inauguracja sezonu

Poniedziałek, 26 lutego 2024 · dodano: 30.04.2024 | Komentarze 0

Czas wyciągnąć rower z piwnicy. Szybka przebieżka do Olsztyna. W leśnym pusto (może jeszcze remont po pożarze trwa) - nawet się nie zatrzymywałem, tylko powrót do domku. Sezon rozpoczęty.
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
74.20 km 05:15 h
14.13 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h

Kraków z Anią

Sobota, 15 lipca 2023 · dodano: 17.08.2023 | Komentarze 0

W tym roku znowu to Ania rzuciła - kiedy pojedziemy do Krakowa? No i zorganizowałem wyjazd. Tym razem nie z Częstochowy, tylko z Łaz. Ledwo zdążyliśmy na pociąg. Tego dnia upał zapowiadał się ostry, ale pomyśleliśmy, że wolniutko się dotoczymy. Tym bardziej, że znacząco skróciliśmy dystans. Start z Łaz w stronę Pustyni Błędowskiej, a potem... wyskoczyliśmy na znany nam szlak przed Kluczami. Obiad w Rabsztynie i kolejna modyfikacja - zamiast w stronę Olkusza pojechaliśmy w stronę Troksu, przez co znacznie skróciliśmy niewdzięczną wspinaczkę przez Sułoszową. W Dolinie Prądnika festyn. Posiedzieliśmy chwilę i pojechaliśmy w stronę Krakowa. Nocleg mieliśmy w kamienicy, w której nie było miejsca do schowania rowerów, ale spokojna okolica usprawiedliwiała, że zostawiliśmy je na wewnętrznym dziedzińcu pod płachtą. Wieczorne zwiedzanie Krakowa, kebab...
Na drugi dzień lekka wycieczka do Nowej Huty i powrót pociągiem.
Cudowny rowerowy weekend. Mimo, że upał dawał się we znaki.
P.S.
Łokieć nie boli - doszedłem do siebie.