avatar

Info

Jestem Mariusz z Częstochowy. Od 13 września 2010 r przejechałem 27816.03 kilometrów, głównie po asfalcie (dlatego tylko 2800.86 w terenie). Jeżdżę z prędkością średnią 17.56 km/h.
Więcej o mnie. button stats bikestats.pl 2026 button stats bizkestats.pl 2025 button stats bizkestats.pl 2024 button stats bizkestats.pl 2023 button stats bizkestats.pl 2022 button stats bizkestats.pl 2021 button stats bizkestats.pl 2020 button stats bizkestats.pl 2019 button stats bizkestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy markon.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Po godzinach

Dystans całkowity:11545.35 km (w terenie 763.13 km; 6.61%)
Czas w ruchu:604:28
Średnia prędkość:19.04 km/h
Maksymalna prędkość:75.53 km/h
Suma podjazdów:7995 m
Maks. tętno maksymalne:150 (81 %)
Maks. tętno średnie:110 (59 %)
Suma kalorii:13546 kcal
Liczba aktywności:252
Średnio na aktywność:45.81 km i 2h 24m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
71.28 km 02:48 h
25.46 km/h:
Maks. pr.:67.91 km/h

W pogoni za Anią i Jarkiem

Czwartek, 7 lipca 2011 · dodano: 07.07.2011 | Komentarze 0

Wychodząc z pracy Jarek zagadnął, że wybiera się z żoną do Olsztyna. Chciałem namówić na wypad rodzinkę, ale tym razem moje starania spełzły na niczym. Pojechałem sam, zanim jednak wyjechałem...
Zaraz po pracy, przed obiadem, zszedłem do piwnicy i zamontowałem na kierownicy nowy nabytek - "lemondkę".
Podczas wyprawy wzdłuż zachodniej granicy przekonałem się, że pozycja z opartymi na kierownicy łokciami, wymuszona wówczas podmuchami wiatru, jest bardzo korzystna dla mojej budowy ciała. Zupełnie inne mięśnie pracują, a jednocześnie mam wrażenie, że kolana są odciążone i bez kłopotu jadę na "twardych" przełożeniach, na których jazda dotychczas nieubłaganie kończyła się bólem. Martwiłem się trochę o kark, bo jednak głowę trzeba trochę zadzierać - niepotrzebnie. Kark nie boli, a ponadto cała obręcz barkowa jest odciążona, gdyż w naturalny sposób opiera się na łokciach i przedramionach.
Tak wyposażony pogoniłem za Anią i Jarkiem. Gdy kończyłem obiad, byli przy Hucie. A że kilometry mi pięknie umykały miałem nadzieję złapać ich przed Olsztynem. Nie udało się, a ponadto straciłem z nimi kontakt telefoniczny (okazało się, że na moment zostawili telefon tak, że go nie słyszeli). Pomyślałem, że skoro straciłem szansę na miłe towarzystwo, to przynajmniej przetestuję nowy nabytek. Kierunek: Biskupice - Zrębice - Siedlec - Złoty Potok i stamtąd przez Piasek do Olsztyna. Kilka razy zatrzymałem się, by poprawić ułożenie "lemondki". Chyba udało mi się znaleźć optymalne ustawienia.
Jarek, z którym pierwszy raz udało mi się skontaktować w Zrębicach, powiedział mi gdy byłem w Olsztynie, że właśnie są w Skrajnicy. Jechałem główną drogą, z dość dużą prędkością, gdy dojechałem do Stacji Paliw myślałem, że Oni jeszcze tam nie dojechali - pomknąłem do Skrajnicy. Tam zorientowałem się że musiałem się spóźnić - i faktycznie - Jarek z Anią zdążyli już przejechać ścieżkę rowerową. Dogoniłem ich dopiero przy Guardianie. Miło, że jednak się udało :cP.
Stamtąd już wolniej pojechaliśmy sobie we trójkę, dyskutując na przeróżne tematy.
W końcu udało mi się wsiąść na rower po wyprawie do Świnoujścia. Muszę systematyczniej podejść do rzeczy ;c).
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
78.42 km 04:02 h
19.44 km/h:
Maks. pr.:35.67 km/h

Zanim przekwitną rododendrony

Czwartek, 9 czerwca 2011 · dodano: 09.06.2011 | Komentarze 2

Ponieważ w pracy od kilku dni szykował mi się dzień wolny, postanowiłem spędzić go na rowerze. Zebrała się mała grupka znajomych, która nie widziała jeszcze rezerwatu rododendronów nieopodal Pawełków.
Mimo, że pogoda straszyła deszczem, szybka poranna decyzja - jedziemy! Tym razem szosą - przez wzgląd na szosowe koła Abovo, ale nie tylko.
Przez Łojki, Blachownię, Herby, Kochanowice, Lubockie do rezerwatu. Tam krótka sesja fotograficzna i dłuższy posiłek przy ognisku. Powrót przez Taninę, Lisów, Herby, Blachownię, Dźbów do Częstochowy.
Deszcz, choć straszył, ani na moment nie dał się nam we znaki.
Bardzo udany wyjazd!
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
24.10 km 02:10 h
11.12 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h

W sobotę też da się ;c)

Sobota, 4 czerwca 2011 · dodano: 04.06.2011 | Komentarze 0

Zaczęło się od rodzinnej wycieczki do Galerii i na lody. Ale będąc w mieście udało mi się przekonać rodzinkę, by zajechać do jurczyka i odebrać zamówione ramki pod tablice rejestracyjne reklamujące Częstochowskie Forum Rowerowe.
Jadąc przez miasto zaglądałem do każdego sklepu rowerowego, szukając opony do mojego "osiołka". Po niefortunnej przygodzie w drodze do Złotego Potoku, w oponie była dziura, która, mimo podklejenia, już dwukrotnie doprowadziła do przebicia dętki.
Kupiłem oponkę Maxxis Overdrive z systemem Maxxprotector. Niby jeżdżę głównie po szosie, a oponę wziąłem w rozmiarze 700x40C (dotychczas uniwersalna Kenda 700x38C), ale mam nadzieję, że na szosie będzie sprawowała się nie gorzej od dotychczasowej, natomiast w terenie będzie łatwiej ;c).
A... pochwalę się jeszcze zeszłotygodniowym nabytkiem. Udało mi się kupić sakwy Crosso (Classic Small), a że były ostatnim kompletem w sklepie, wynegocjowałem bardzo atrakcyjną cenę. Już podczas eskapady do Zawad okazały się przydatne - ale że będą, to wiedziałem od zawsze. Dzisiaj przekonałem o tym rodzinę! Ze sklepu przywiozłem 5 litrów napojów, 2 kg lodów, 1 kg kiełbasy, kilka paczek ciastek no i... dwa kawałki ciasta (które umieściłem w sztywnej sakwie na kierownicy, ale nikt nie musi o tym wiedzieć ;c).
Jutro rodzinna impreza w Miedźnie :c)

Dane wyjazdu:
104.33 km 05:37 h
18.58 km/h:
Maks. pr.:35.35 km/h

Impreza w Zawadach

Czwartek, 2 czerwca 2011 · dodano: 03.06.2011 | Komentarze 2

Impreza byłaby podobna do poprzednich (udanych zresztą ;c). Tym razem jednak, razem z jaretzki'm postanowiliśmy dotrzeć na miejsce i wrócić rowerami.
Tak więc, w czwartek: Częstochowa - Blachownia - Wręczyca (odwiedziny u Leszka) - Kłobuck - Mokra - Zawady.



Tego, co działo się w Zawadach opisywał nie będę, bo stronę mogą odwiedzać osoby nieletnie ;c).
Na drugi dzień powrót: Zawady - Władysławów - Ostrowy - Łobodno - Nowa Wieś - Czarny Las - Częstochowa



Jaretzki, dzięki za wycieczkę! :cP
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
17.02 km 00:49 h
20.84 km/h:
Maks. pr.:36.00 km/h

Na Promenadę

Czwartek, 12 maja 2011 · dodano: 12.05.2011 | Komentarze 2

W sobotę w szkole córki jest festyn, na którym zorganizowano charytatywny turniej piłki siatkowej. Nie udało mi się zebrać drużyny, ale zadzwoniła jedna z nauczycielek i zaproponowała, bym dołączył się do zespołu, w którym gra jej syn. Ponieważ przez ponad pół życia, siatkówka była całym moim życiem - nie trzeba mi było tego dwa razy powtarzać.
Pojechałem spotkać się z ekipą, z którą w sobotę zagramy. Pojechałem oczywiście rowerem. Zagraliśmy chyba z 8 setów, a później wróciłem do domku.
Byłem zaskoczony, jak wiele osób wieczorem przesiaduje w kafejkach na Promenadzie. Na Rakowie życie towarzyskie nie rozkwita tak bujnie (no - może przy osiedlowych sklepikach i przy piaskownicach) ;c). A szkoda...
P.S
I tym sposobem pierwszy tysiączek w tym roku zaliczony :cP
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
50.64 km 02:34 h
19.73 km/h:
Maks. pr.:37.01 km/h

W przeuroczym towarzystwie :cP

Środa, 11 maja 2011 · dodano: 11.05.2011 | Komentarze 1

Piękne słońce zachęciło do wyjścia z domu - rodzinki nie udało mi się tym razem nakłonić.
Pierwszy pomysł - w stronę Kłobucka. Jadąc Bohaterów Monte Cassino, spotykam Wiolę na rowerze :cP. Krótka pogawędka sprawia, że zmieniam plany. Odprowadzę ją i przejadę przez Dźbów, a potem może na Pająk i dalej w stronę Poraja.
Zanim dojechaliśmy do Jagiellońskiej kolejne spotkanie - Abovo - z ochotą do jazdy i z brakiem pomysłu gdzie jechać. Jak wybrnąć z takiej sytuacji? Połączyć siły! :cP.
Ruszamy w stronę Dźbowa i dalej, ul. Leśną, by odprowadzić Wiolę. Po drodze dziewczyny chyba jednak nie zdążyły obgadać wszystkich tematów, bo projekt się rozrasta - trzeba wydłużyć trasę. No to do Pająka!
Nad Zalewem z dziewcząt wylazła przewrotna natura i postawiły mnie przed dylematem. Wiola powinna powoli wracać, Abovo zaś spodobał się pomysł zobaczenia jak zachodzące słońce kryje się w wodach zalewu w Poraju. Poza tym, do wykręcenia 2000 km brakowało jej z 70 km i chyba się zawzięła, że zrobi to dzisiaj.
Nie bardzo chciałem zostawić którąkolwiek z uroczych Pań w trasie, więc forsowałem pomysł - jedźmy dalej razem ;c). Udało się - jednak to kobieta wymyśliła chyba słowo KOMPROMIS. Abovo zgodziła się odpuścić Poraj, a Wiola... W Konopiskach zaproponowała - to może jeszcze do Blachowni? Pojechaliśmy we troje. Po drodze chłód wieczora utwierdził nas wszystkich w przekonaniu, że każdy podjął dobrą decyzję - Abovo zdała sobie sprawę, że z Poraja wróciłaby czarną nocą, Wiola wracała w stronę domu, ale udało jej się jeszcze wydłużyć przejażdżkę, a ja - byłem cały czas w przeuroczym towarzystwie :cP.
Z Blachowni pojechaliśmy odprowadzić Wiolę w okolice domu, stamtąd pod Jasną Górę, gdzie pożegnałem Abovo i ze zmrokiem zakończyłem przejażdżkę :c)
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
42.25 km 02:17 h
18.50 km/h:
Maks. pr.:46.16 km/h

Z wiatrem w stronę Kamyka

Niedziela, 8 maja 2011 · dodano: 08.05.2011 | Komentarze 3

Dzisiaj udało mi się wyjechać przed południem. Pojechałem w kierunku Północy i dalej w stronę Kamyka. Wyjeżdżając bałem się, że wiatr będzie mi bardzo dokuczał, ale... nie ma to jak dobre obranie kierunku.
Gdy z Kiedrzyna ruszyłem w stronę Białej, z niedowierzaniem spoglądałem na licznik. Nawet pod górkę prędkość nie spadała poniżej 30 km/h :cP. Nie ma to, jak wiatr w plecy.
Po drodze opisałem wrażenia z jazdy z wiatrem Abovo i podkusiłem ją, by spróbowała.
Do Częstochowy wróciłem od strony ul. Ikara. W domu byłbym na czas, ale przy pływalni na Równoległej "złapałem gumę" i ostatnie kilometry musiałem rower dopchać pieszo. Bardzo fajna niedziela (nie licząc tej "gumy")! :cP.
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
38.06 km 02:24 h
15.86 km/h:
Maks. pr.:51.82 km/h

Dwie pętelki

Środa, 20 kwietnia 2011 · dodano: 20.04.2011 | Komentarze 3

Dzisiaj po pracy udało mi się wyciągnąć na rower małżonkę. Pokazałem jej Cmentarz Żydowski. Wprawdzie w pełnym słońcu nie ma on tego uroku, co o poranku, ale i tak była pod wrażeniem. Powrót ul. Legionów i przez Dąbie.
Oczywiście było mi trochę mało i dlatego, gdy spełniłem ojcowski obowiązek przywożąc syna z basenu, znowu siadłem na rower. Tym razem w stronę Olsztyna. Po drodze spotkałem Abovo z przyjaciółką, które zmierzały w stronę Częstochowy. Przez wrodzoną przekorę postanowiłem uprzykrzyć im kawałek drogi powrotnej. Po drodze pokazałem im wspomniany Cmentarz, próbując wcześniej wprowadzić je w nastrój opowieścią... o palcu. Na skrzyżowaniu ul. Legionów ze Srebrną pożegnałem dziewczyny i wróciłem do domku.
A odbiegając od tematu... Dzisiaj mógłbym zaśpiewać: "Wiem, że jesteś tam..."

Dane wyjazdu:
69.37 km 03:39 h
19.01 km/h:
Maks. pr.:42.04 km/h

Kłobuck-Wręczyca-Wrzosowa

Sobota, 16 kwietnia 2011 · dodano: 17.04.2011 | Komentarze 2

Słoneczko kusiło, mimo to ubrałem cieplejsze ciuszki. Najpierw na Północ i dalej z Abovo...
W stronę Kamyka, lecz kawałek dalej, by odbić na Kłobuck. Chwilka odpoczynku na tamtejszym stadionie. Okazało się, że weszliśmy tuż przed tym, jak zaczęli kasować za bilety na mecz ... eeee... nazw całych nie pomnę, ale Boronowa z Kłobuckiem (ostatnio drużyny sportowe mają nazwy składające się z z tylu członów, że są nie do ogarnięcia dla ludzi nie związanych uczuciowo z kibicowaniem).
Na pytanie, czy wracamy, Abovo zareagowała skrzywieniem, więc... w stronę Wręczycy. Stamtąd w stronę Częstochowy, żeby rodzicom dowieźć PIT'y przygotowane dzień wcześniej. Bardzo przydatny okazał się mój ostatni zakup - torba na kierownicę Arsenal Sport ;c).
Po odwiedzeniu rodziców miałem pomysł, by zajechać w Aleje, ale okazało się, że córa podczas ostatniej imprezy u przyjaciół we Wrzosowej zostawiła tam ładowarkę od telefonu. Cóż pozostało tatusiowi? Trzeba zadbać o telefoniczną łączność z latoroślą. Z Lisińca do Wrzosowej. Po drodze pożegnałem Abovo (Dzięki za sobotnią eskapadę!!!).
Jadąc z Wrzosowej pomyślałem, że zajadę nad Wartę, by poszukać bazi i przygotować się do Niedzieli Palmowej. Nie zdążyłem. Telefon z domu ponaglił mnie do powrotu. Powrót przy towarzyszeniu The BeatLes. To była piękna sobota.

Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
89.40 km 05:19 h
16.82 km/h:
Maks. pr.:56.05 km/h

Rajd dla dzieci? Trzeba pomóc! :cP

Niedziela, 3 kwietnia 2011 · dodano: 03.04.2011 | Komentarze 5

Wychowawczyni syna poprosiła mnie, czy nie mógłbym pomóc w organizacji rajdu pieszego dla dzieciaków. Rajd miałby kończyć się w Złotym Potoku, a zaczynać... No właśnie - opcji było kilka. Trzeba było wziąć pod uwagę, by młodzi ludzie doszli w dobrych humorach - tak więc - nie więcej niż 8 km.
Poprosiłem o pomoc jaretzki'ego, który te tereny zna jak własną kieszeń. Dołączył do nas Wojtek, chcący w piękne niedzielne popołudnie rozpocząć sezon rowerowy.
Uwzględniając dystans, dzieciaki powinny ruszyć z okolicach Siedlca. Padło na dwie trasy, które postanowiliśmy przejechać i porównać pod względem walorów marszowych.
Do Siedlca przez Skrajnicę, Olsztyn, Zrębice, Krasawę i... tutaj początek projektu.
W Siedlcu jest lokalna osobliwość - Pustynia Siedlecka - pomyślałem, że warto, by od wytarzania się w piachu rozpocząć marsz w stronę Złotego Potoku. Tak więc przez Piekło, na niebieski szlak pieszy, który łączy się z czerwonym rowerowym i Aleją Klonów do Złotego Potoku. Plusy - Pustynia Siedlecka, prosta utwardzona droga przez las. Minusy - może być monotonnie, no i - do miejsca zbiórki trzeba iść przez cały Złoty Potok. W zanadrzu była druga trasa, ale zanim nią przejechaliśmy, wskoczyliśmy do smażalni rybek na małe "co-nieco".
Tam zastaliśmy Abovo, która z dumą oświadczyła, że właśnie przejechała swój pierwszy "1000 km"! To już trzeba było uczcić, a ponieważ w Smażalni tłok był niesamowity, przejechaliśmy do lokalu w Ostrężniku (obiecałem sobie następnym razem zobaczyć ruiny).
Po posiłku Abovo pojechała w stronę Siedlca, a my we trzech spenetrowaliśmy pieszy szlak oznaczony kolorem żółtym, biegnący od Złotego Potoku do Siedlca-Krzyże. Szlak jest nieuprzątnięty z konarów, które zalegają na ścieżce. Rowery musieliśmy dłuższe odcinki prowadzić. Natomiast, jeśli chodzi o pieszą wycieczkę dla dzieci - chyba bardziej atrakcyjnie się ta droga przedstawia.
Gdy doszliśmy do końca szlaku, zauważyliśmy, że łączy się on z zielonym szlakiem pieszym, który jest również zarzucony konarami, ale biegnie wzdłuż szosy (odcinki najtrudniejsze da się ominąć bokiem) i co najważniejsze - przebiega obok atrakcji turystycznych: Diabelskich Mostów i Bramy Twardowskiego. I chyba tą wersję rajdu zaproponuję wychowawczyni: z Siedlca-Krzyże zielonym szlakiem (Pustynię Siedlecką trzeba będzie zostawić na następny raz).
Abovo tak wyrwała naprzód, że dogoniliśmy ją dopiero na parkingu w Przymiłowicach. Krótkie tankowanie w Olsztynie i dalej - przez Kusięta, Guardian na Raków. Tam odłączyli się Jaretzki z Wojtkiem.
Okazało się, że muszę zajrzeć jeszcze do pracy, więc Abovo nie musiała sama jechać przez miasto. To była naprawdę udana niedziela.



A taką trasą szły dzieciaki :cP

Kategoria Po godzinach