avatar

Info

Jestem Mariusz z Częstochowy. Od 13 września 2010 r przejechałem 28304.84 kilometrów, głównie po asfalcie (dlatego tylko 2812.06 w terenie). Jeżdżę z prędkością średnią 17.56 km/h.
Więcej o mnie. button stats bikestats.pl 2026 button stats bizkestats.pl 2025 button stats bizkestats.pl 2024 button stats bizkestats.pl 2023 button stats bizkestats.pl 2022 button stats bizkestats.pl 2021 button stats bizkestats.pl 2020 button stats bizkestats.pl 2019 button stats bizkestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy markon.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Po godzinach

Dystans całkowity:11710.86 km (w terenie 763.13 km; 6.52%)
Czas w ruchu:612:56
Średnia prędkość:19.05 km/h
Maksymalna prędkość:75.53 km/h
Suma podjazdów:8849 m
Maks. tętno maksymalne:151 (82 %)
Maks. tętno średnie:110 (59 %)
Suma kalorii:18324 kcal
Liczba aktywności:256
Średnio na aktywność:45.75 km i 2h 24m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
364.46 km 15:39 h
23.29 km/h:
Maks. pr.:52.82 km/h

Tera Orbita 2011

Niedziela, 24 lipca 2011 · dodano: 25.07.2011 | Komentarze 9

Orbita jest imprezą, już teraz chyba cykliczną, której założeniem jest objechanie Częstochowy po okręgu, którego promień zwiększany jest corocznie. Pomysłodawcą i uczestnikiem wszystkich edycji jest krzara z Częstochowskiego Forum Rowerowego. W 2009 roku zorganizował Mega Orbitę (dystans ok. 200 km), w 2010 Giga Orbitę (dystans ok. 300 km), a w tym roku Tera Orbitę na dystansie ponad 400 km.
W sumie, to temat Orbity leży u podstaw mojego rowerowego bzika. W zeszłym roku, po zakończeniu pierwszego rajdu rowerowego w którym brałem udział, przy stole zszokowany wysłuchiwałem relacji z Giga Orbity. Dystans przejechany jednego dnia, którym mogli poszczycić się wówczas uczestnicy Orbity, był dla mnie niewiarygodny.
Wracając z tego rajdu, Krzara z Anwi namówili mnie do założenia konta na bikestatsie, co miało mnie zmotywować do systematycznego jeżdżenia - to przez nich zapycham serwer swoimi wpisami :cP.
No i wreszcie tym roku mogłem sam spróbować wziąć udział w imprezie.
Podczas tegorocznej edycji, Krzara musiał przejść samego siebie. Oddźwięk, jaki w częstochowskim (i nie tylko) środowisku rowerzystów miały ich wcześniejsze wyczyny był tak duży, że chęć udziału w kolejnej edycji zgłosiło ponad 50 osób! Zgłosiłem się i ja.
Jeśli chodzi o mnie, to obawiałem się tempa jazdy (w zeszłym roku było ono grubo ponad 25 km/h). Dlatego nie od razu zadeklarowałem, że spróbuję pokonać cały dystans - zamierzałem jechać swoim tempem, dopóki organizm stanowczo zaprotestuje przeciwko kontynuowaniu "wycieczki". "Jazdę na 400 kilometrów", postanowiłem zamienić na "jazdę całodniową", nie stresując się tym, jaki dystans pokonam.
Drugą troską, która przysłaniała euforię związaną z wyzwaniem była obawa, żeby jakieś nieprzewidziane zdarzenie, o które nietrudno gdy tyle osób (nie zawsze realnie oceniających swoje siły) będzie starało się wykrzesać z siebie wszystko, by dojechać jak najdalej.
Profesjonalizm, z jaki organizatorzy podeszli do tematu, kazał mi być dobrej myśli i nie zawiodłem się na przeczuciach. Tera Orbita 2011 zakończyła się szczęśliwie dla wszystkich uczestników, a większość z nas przesunęła granice swoich własnych rekordów do pobicia podczas kolejnej edycji ;c).
Start spod "Energetyka" zaplanowany był na godzinę 00:00. Jadąc przez most na Niepodległości spotykam pierwszych "orbitujących". Wymiana opony na moście - pech, ale jednocześnie budujące, że pomimo iż do startu zostało niewiele czasu, "pechowcowi" pomagają koledzy. Razem docieramy na linię startu, gdzie z niedowierzaniem patrzę na ilość zgromadzonych rowerzystów - ponad 30 osób! Jak bezpiecznie jechać takim peletonem przez całą noc? Da się!
Sprawnie wyjeżdżamy z miasta, towarzyszy nam Baryła, który nie mógł tym razem bić rekordu, ale jadąc samochodem zabezpiecza peleton na wypadek problemów technicznych. Problemów nie było zbyt wiele - możliwe, że dzięki wstawiennictwu Św. Krzysztofa, przy którego kapliczce był pierwszy krótki postój.
Do Kleszczowa dojechaliśmy bez problemów. Tempo cały czas w okolicach 25 km/h, ale wszyscy dają radę. Dobrym pomysłem było, by do świtu trzymać się razem. W Kleszczowie małe zawirowanie - pomyłka nawigacyjna sprawiła, że do dystansu doszło ok. 20 km. Dzięki szybszemu od założonego tempu, nie zdezorganizowała ona założeń logistycznych, a dała dodatkowe kilometry do dystansu pokonanego tego dnia (niepoprawny ze mnie optymista) ;c).
W Gomunicach peleton się podzielił. Szybsi jechali z przodu, ale na każdym postoju telefonicznie starano się ustalić czy ktoś nie zabłądził. Niezapomniany będzie dla mnie jeden z fragment trasy chyba gdzieś pomiędzy Kodrąbem, a Żytnem. Było jeszcze przed śniadaniem zaplanowanym w Lelowie i chyba faktycznie głód determinuje zachowania ludzi ;c). Jadę w małej grupce tempem ok. 25 km/h. Jak dla mnie tempo aż za duże biorąc pod uwagę jak daleka czeka nas trasa. Nagle dogania nas chyba pięcioosobowa, zasuwająca ok. 30 km/h. Zawsze to lepiej jechać komuś na kole, więc się przyłączamy. Jedziemy już w ponad 10 osób, prędkość wzrasta, a tempo nadają szosowcy... Łykając kolejnych rowerzystów peleton się powiększa i dochodzi do tego, że chyba z 15 osób jedzie kręcąc ponad 30 km/h. Nie zapisywałem tym razem śladu gps ale jestem przekonany, że na kilkunastokilometrowym odcinku jechaliśmy niewiele poniżej 35 km/h.
Śniadanie w Lelowie odbudowało siły. Makaron z jogurtem wejdzie do mojego jadłospisu. Po śniadaniu ruszam sam, szukając kogoś jadącego w podobnym tempie. Wypatrzyłem Anwi i JotBeee. I tak w trójkę przejechaliśmy ten chyba najtrudniejszy odcinek trasy. Nie tylko podjazdy dawały w kość. Dopadło mnie zmęczenie, ale nie to związane z wysiłkiem, tylko raczej z niewyspaniem. Zawsze zastanawiałem się, czy na motocyklu da się usnąć w czasie jazdy. Nie wiem jak na motocyklu, ale na rowerze chyba da się 8cO. W którymś momencie rower zjechał mi na pobocze, a ja byłem tak zdezorientowany, że nie bardzo mogłem skojarzyć jak to się stało. Jestem w szoku, ale chyba na tą sekundę lub dwie przysnąłem. Na szczęście organizm jest tak skonstruowany, że dał mi adrenalinowego kopa i o śnie zapomniałem do końca eskapady.
Na jednym ze szczególnie długich podjazdów Anwi została trochę z tyłu, tak więc do Siewierza wjechałem z JotBeee. On zaplanował tutaj koniec trasy, więc zjechaliśmy do stacji paliw na kawę i hot-doga i by poczekać na kolejną grupkę, do której mógłbym się przyłączyć. Gdy kończyliśmy kawę, przemknęło koło stacji trzech rowerzystów, więc spokojny, że nie będę musiał jechać, pożegnałem JotBeee. Niestety, wyjeżdżając ze stacji musiałem wyciągnąć z sakwy kurtkę przeciwdeszczową - pogoda zadbała o to, żeby organizm pracujący na najwyższych obrotach się nie przegrzał (jakieś pozytywne wytłumaczenie musiałem znaleźć) ;c).
Nie przejechałem daleko. Tuż za Siewierzem na poboczu dostrzegłem Anwi, której dwóch kolegów (tomek111s i... ktoś) próbowało pomóc w wymianie dętki. Przyłączyłem się do pomagierów. Niestety, moja interwencja zakończyła się... uszkodzeniem zapasu :c[ Klejenie dętek nie idzie za dobrze - jedna ma kilka dziur, a łatki jakoś nie bardzo chcą współpracować z klejem. Całe szczęście nadjeżdżają Abovo i PRZEMO2. Przemo ma porządny zestaw naprawczy i, co najważniejsze, doświadczenie w wychodzeniu z tego rodzaju opresji (obym ja nie miał okazji zdobywania tego rodzaju doświadczeń) ;c).
Niestety, mimo całej naszej determinacji, przez godzinę nie udało się naprawić roweru Anwi. Chwilowo brak jest także kontaktu z Baryłą. Przemo udało się natomiast zatrzymać busa i zorganizować Anwi transport do Bytomia na dworzec kolejowy.
Dalej jedziemy we trójkę: Abovo, Przemo2 i ja. Jemy obiadek w Brynku i gnamy w stronę Krzepic. Pod Lublińcem spotykamy polaka8778 z kolegą i w tym składzie dociągamy prawie pod Krzepice. Po drodze Przemo2 łapie ze dwa razy gumę, polak8778 się odłącza, jego kolega też. Zmęczenie daje znowu znać o sobie, droga staje się nużąca. Próbą urozmaicenia podróży jest konkurs piosenki szowinistycznej. Na podstawie reakcji Abovo uznaję, że Grand Prix zdobyła "Baby starzeją się (a chłopy nie)" na melodię "Śpiewajmy wszyscy w ten radosny czas". :cP
Do Krzepic dojeżdżamy długo po 19.00. Słodki bufet jest super. Humory nam dopisują. Cały czas mamy nadzieję, że zrobimy pełen dystans. Problemem jest czas. Zostało 100 km, a jest już 20:00 - czeka nas ponad 4 godziny pedałowania. Dwie grupy, które ruszyły w trasę długo przed nami - z telefonicznych ustaleń wynika, że ekipa z Krzarą jest już pod Ostrołęką. My jeszcze chcemy zaczekać na polaka, który dojeżdża do Krzepic. Na domiar złego zaczyna padać...
Chwila dyskusji i jest decyzja - całej trasy nie zdążymy zrobić, bo się ludzie w Altanie zapiją czekając na nas ;c). Jedźmy tak, by zrobić dystans powyżej 400 i spotkać ich pomiędzy Ostrołęką, a Częstochową· Ruszamy w Stronę Kłobucka z zamiarem odbicia na Brzeźnicę, po drodze przyłącza się jeszcze jeden orbitujący...
Zanim dojechaliśmy do Kłobucka jest ulewa i zapadł zmrok. Cała jezdnia spływa wodą, a w kałuże strach wjeżdżać, bo nie wiadomo, czy nie wpadnie w dziurę cały rower. Jazda jest po prostu niebezpieczna - postanawiamy wracać prosto do Częstochowy.
W Kłobucku Orbitę zakończyć musi Przemo2. Łapie kolejną gumę, a ulewa nie daje szans na naprawę roweru - udaje nam się wezwać wóz techniczny Baryły.
Do Częstochowy dojeżdżamy pomiędzy dwoma grupami, którym udało się ukończyć Orbitę. Na Krzarę z ekipą czekamy kilka minut. Tera Orbitę 2011 zakończyliśmy tortem i odśpiewaniem "Sto lat" solenizantowi - Krzarze.
Ten to ma pomysły na uświetnienie swoich imienin :cP.
Kategoria Po godzinach, Wyprawy


Dane wyjazdu:
15.44 km 00:39 h
23.75 km/h:
Maks. pr.:35.67 km/h

Zwerbować nowego użytkownika "bikestats"

Czwartek, 21 lipca 2011 · dodano: 21.07.2011 | Komentarze 0

Kolega Andrzej od jakiegoś czasu zagadywał mnie na temat portalu "bikestats". Od ponad roku jeździ zawzięcie rowerem, a w tym roku zaczęliśmy na siebie w trasie "wpadać".
Korzystając z zaproszenia na kawę, była okazja przejechać się na Lisiniec, i wprowadzić kolegę w tajniki rejestracji na bikestats.pl i dokumentowania wycieczek.
Andjas, witaj na bikestats.pl :cP
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
22.72 km 01:42 h
13.36 km/h:
Maks. pr.:37.73 km/h

Od...prawa do...lewa

Środa, 20 lipca 2011 · dodano: 21.07.2011 | Komentarze 0

Dzisiaj ważny dzień. Odprawa techniczna przed zaplanowaną na niedzielę 24 lipca "Tera Orbitą 2011". Była więc okazja, by przejechać się na Promenadę i z powrotem.
Organizator - Krzara - wykorzystał cały swój krasomówczy talent, aby wyjaśnić uczestnikom co zrobić, żeby: być na czas, jechać bezpiecznie, dojechać jak najdalej.
Na od...prawie nie było czasu na do...lewę. Dolałem sobie odrobinkę po powrocie do domu :cP
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
44.00 km 02:11 h
20.15 km/h:
Maks. pr.:43.60 km/h

Do Olsztyna

Wtorek, 12 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0

Wyjechałem z domu nie mając pomysłu jaki obrać kierunek. Dojechałem na Północ, a potem... przez Zawodzie do Olsztyna. Po drodze spotkałem Abovo i STi. Po krótkiej pogawędce "U Kota", wróciliśmy przed zmierzchem do Częstochowy. Uroczy wypad :cP
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
71.28 km 02:48 h
25.46 km/h:
Maks. pr.:67.91 km/h

W pogoni za Anią i Jarkiem

Czwartek, 7 lipca 2011 · dodano: 07.07.2011 | Komentarze 0

Wychodząc z pracy Jarek zagadnął, że wybiera się z żoną do Olsztyna. Chciałem namówić na wypad rodzinkę, ale tym razem moje starania spełzły na niczym. Pojechałem sam, zanim jednak wyjechałem...
Zaraz po pracy, przed obiadem, zszedłem do piwnicy i zamontowałem na kierownicy nowy nabytek - "lemondkę".
Podczas wyprawy wzdłuż zachodniej granicy przekonałem się, że pozycja z opartymi na kierownicy łokciami, wymuszona wówczas podmuchami wiatru, jest bardzo korzystna dla mojej budowy ciała. Zupełnie inne mięśnie pracują, a jednocześnie mam wrażenie, że kolana są odciążone i bez kłopotu jadę na "twardych" przełożeniach, na których jazda dotychczas nieubłaganie kończyła się bólem. Martwiłem się trochę o kark, bo jednak głowę trzeba trochę zadzierać - niepotrzebnie. Kark nie boli, a ponadto cała obręcz barkowa jest odciążona, gdyż w naturalny sposób opiera się na łokciach i przedramionach.
Tak wyposażony pogoniłem za Anią i Jarkiem. Gdy kończyłem obiad, byli przy Hucie. A że kilometry mi pięknie umykały miałem nadzieję złapać ich przed Olsztynem. Nie udało się, a ponadto straciłem z nimi kontakt telefoniczny (okazało się, że na moment zostawili telefon tak, że go nie słyszeli). Pomyślałem, że skoro straciłem szansę na miłe towarzystwo, to przynajmniej przetestuję nowy nabytek. Kierunek: Biskupice - Zrębice - Siedlec - Złoty Potok i stamtąd przez Piasek do Olsztyna. Kilka razy zatrzymałem się, by poprawić ułożenie "lemondki". Chyba udało mi się znaleźć optymalne ustawienia.
Jarek, z którym pierwszy raz udało mi się skontaktować w Zrębicach, powiedział mi gdy byłem w Olsztynie, że właśnie są w Skrajnicy. Jechałem główną drogą, z dość dużą prędkością, gdy dojechałem do Stacji Paliw myślałem, że Oni jeszcze tam nie dojechali - pomknąłem do Skrajnicy. Tam zorientowałem się że musiałem się spóźnić - i faktycznie - Jarek z Anią zdążyli już przejechać ścieżkę rowerową. Dogoniłem ich dopiero przy Guardianie. Miło, że jednak się udało :cP.
Stamtąd już wolniej pojechaliśmy sobie we trójkę, dyskutując na przeróżne tematy.
W końcu udało mi się wsiąść na rower po wyprawie do Świnoujścia. Muszę systematyczniej podejść do rzeczy ;c).
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
78.42 km 04:02 h
19.44 km/h:
Maks. pr.:35.67 km/h

Zanim przekwitną rododendrony

Czwartek, 9 czerwca 2011 · dodano: 09.06.2011 | Komentarze 2

Ponieważ w pracy od kilku dni szykował mi się dzień wolny, postanowiłem spędzić go na rowerze. Zebrała się mała grupka znajomych, która nie widziała jeszcze rezerwatu rododendronów nieopodal Pawełków.
Mimo, że pogoda straszyła deszczem, szybka poranna decyzja - jedziemy! Tym razem szosą - przez wzgląd na szosowe koła Abovo, ale nie tylko.
Przez Łojki, Blachownię, Herby, Kochanowice, Lubockie do rezerwatu. Tam krótka sesja fotograficzna i dłuższy posiłek przy ognisku. Powrót przez Taninę, Lisów, Herby, Blachownię, Dźbów do Częstochowy.
Deszcz, choć straszył, ani na moment nie dał się nam we znaki.
Bardzo udany wyjazd!
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
24.10 km 02:10 h
11.12 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h

W sobotę też da się ;c)

Sobota, 4 czerwca 2011 · dodano: 04.06.2011 | Komentarze 0

Zaczęło się od rodzinnej wycieczki do Galerii i na lody. Ale będąc w mieście udało mi się przekonać rodzinkę, by zajechać do jurczyka i odebrać zamówione ramki pod tablice rejestracyjne reklamujące Częstochowskie Forum Rowerowe.
Jadąc przez miasto zaglądałem do każdego sklepu rowerowego, szukając opony do mojego "osiołka". Po niefortunnej przygodzie w drodze do Złotego Potoku, w oponie była dziura, która, mimo podklejenia, już dwukrotnie doprowadziła do przebicia dętki.
Kupiłem oponkę Maxxis Overdrive z systemem Maxxprotector. Niby jeżdżę głównie po szosie, a oponę wziąłem w rozmiarze 700x40C (dotychczas uniwersalna Kenda 700x38C), ale mam nadzieję, że na szosie będzie sprawowała się nie gorzej od dotychczasowej, natomiast w terenie będzie łatwiej ;c).
A... pochwalę się jeszcze zeszłotygodniowym nabytkiem. Udało mi się kupić sakwy Crosso (Classic Small), a że były ostatnim kompletem w sklepie, wynegocjowałem bardzo atrakcyjną cenę. Już podczas eskapady do Zawad okazały się przydatne - ale że będą, to wiedziałem od zawsze. Dzisiaj przekonałem o tym rodzinę! Ze sklepu przywiozłem 5 litrów napojów, 2 kg lodów, 1 kg kiełbasy, kilka paczek ciastek no i... dwa kawałki ciasta (które umieściłem w sztywnej sakwie na kierownicy, ale nikt nie musi o tym wiedzieć ;c).
Jutro rodzinna impreza w Miedźnie :c)

Dane wyjazdu:
104.33 km 05:37 h
18.58 km/h:
Maks. pr.:35.35 km/h

Impreza w Zawadach

Czwartek, 2 czerwca 2011 · dodano: 03.06.2011 | Komentarze 2

Impreza byłaby podobna do poprzednich (udanych zresztą ;c). Tym razem jednak, razem z jaretzki'm postanowiliśmy dotrzeć na miejsce i wrócić rowerami.
Tak więc, w czwartek: Częstochowa - Blachownia - Wręczyca (odwiedziny u Leszka) - Kłobuck - Mokra - Zawady.



Tego, co działo się w Zawadach opisywał nie będę, bo stronę mogą odwiedzać osoby nieletnie ;c).
Na drugi dzień powrót: Zawady - Władysławów - Ostrowy - Łobodno - Nowa Wieś - Czarny Las - Częstochowa



Jaretzki, dzięki za wycieczkę! :cP
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
17.02 km 00:49 h
20.84 km/h:
Maks. pr.:36.00 km/h

Na Promenadę

Czwartek, 12 maja 2011 · dodano: 12.05.2011 | Komentarze 2

W sobotę w szkole córki jest festyn, na którym zorganizowano charytatywny turniej piłki siatkowej. Nie udało mi się zebrać drużyny, ale zadzwoniła jedna z nauczycielek i zaproponowała, bym dołączył się do zespołu, w którym gra jej syn. Ponieważ przez ponad pół życia, siatkówka była całym moim życiem - nie trzeba mi było tego dwa razy powtarzać.
Pojechałem spotkać się z ekipą, z którą w sobotę zagramy. Pojechałem oczywiście rowerem. Zagraliśmy chyba z 8 setów, a później wróciłem do domku.
Byłem zaskoczony, jak wiele osób wieczorem przesiaduje w kafejkach na Promenadzie. Na Rakowie życie towarzyskie nie rozkwita tak bujnie (no - może przy osiedlowych sklepikach i przy piaskownicach) ;c). A szkoda...
P.S
I tym sposobem pierwszy tysiączek w tym roku zaliczony :cP
Kategoria Po godzinach


Dane wyjazdu:
50.64 km 02:34 h
19.73 km/h:
Maks. pr.:37.01 km/h

W przeuroczym towarzystwie :cP

Środa, 11 maja 2011 · dodano: 11.05.2011 | Komentarze 1

Piękne słońce zachęciło do wyjścia z domu - rodzinki nie udało mi się tym razem nakłonić.
Pierwszy pomysł - w stronę Kłobucka. Jadąc Bohaterów Monte Cassino, spotykam Wiolę na rowerze :cP. Krótka pogawędka sprawia, że zmieniam plany. Odprowadzę ją i przejadę przez Dźbów, a potem może na Pająk i dalej w stronę Poraja.
Zanim dojechaliśmy do Jagiellońskiej kolejne spotkanie - Abovo - z ochotą do jazdy i z brakiem pomysłu gdzie jechać. Jak wybrnąć z takiej sytuacji? Połączyć siły! :cP.
Ruszamy w stronę Dźbowa i dalej, ul. Leśną, by odprowadzić Wiolę. Po drodze dziewczyny chyba jednak nie zdążyły obgadać wszystkich tematów, bo projekt się rozrasta - trzeba wydłużyć trasę. No to do Pająka!
Nad Zalewem z dziewcząt wylazła przewrotna natura i postawiły mnie przed dylematem. Wiola powinna powoli wracać, Abovo zaś spodobał się pomysł zobaczenia jak zachodzące słońce kryje się w wodach zalewu w Poraju. Poza tym, do wykręcenia 2000 km brakowało jej z 70 km i chyba się zawzięła, że zrobi to dzisiaj.
Nie bardzo chciałem zostawić którąkolwiek z uroczych Pań w trasie, więc forsowałem pomysł - jedźmy dalej razem ;c). Udało się - jednak to kobieta wymyśliła chyba słowo KOMPROMIS. Abovo zgodziła się odpuścić Poraj, a Wiola... W Konopiskach zaproponowała - to może jeszcze do Blachowni? Pojechaliśmy we troje. Po drodze chłód wieczora utwierdził nas wszystkich w przekonaniu, że każdy podjął dobrą decyzję - Abovo zdała sobie sprawę, że z Poraja wróciłaby czarną nocą, Wiola wracała w stronę domu, ale udało jej się jeszcze wydłużyć przejażdżkę, a ja - byłem cały czas w przeuroczym towarzystwie :cP.
Z Blachowni pojechaliśmy odprowadzić Wiolę w okolice domu, stamtąd pod Jasną Górę, gdzie pożegnałem Abovo i ze zmrokiem zakończyłem przejażdżkę :c)
Kategoria Po godzinach