avatar

Info

Jestem Mariusz z Częstochowy. Od 13 września 2010 r przejechałem 28304.84 kilometrów, głównie po asfalcie (dlatego tylko 2812.06 w terenie). Jeżdżę z prędkością średnią 17.56 km/h.
Więcej o mnie. button stats bikestats.pl 2026 button stats bizkestats.pl 2025 button stats bizkestats.pl 2024 button stats bizkestats.pl 2023 button stats bizkestats.pl 2022 button stats bizkestats.pl 2021 button stats bizkestats.pl 2020 button stats bizkestats.pl 2019 button stats bizkestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy markon.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Rodzinna wyprawa

Dystans całkowity:2862.32 km (w terenie 672.00 km; 23.48%)
Czas w ruchu:186:41
Średnia prędkość:15.33 km/h
Maksymalna prędkość:64.22 km/h
Suma podjazdów:6834 m
Maks. tętno maksymalne:162 (88 %)
Maks. tętno średnie:106 (57 %)
Suma kalorii:20096 kcal
Liczba aktywności:55
Średnio na aktywność:52.04 km i 3h 23m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
69.42 km 04:33 h
15.26 km/h:
Maks. pr.:36.50 km/h

Wyprawa rowerowa 2022 - dzień III

Wtorek, 24 maja 2022 · dodano: 09.06.2022 | Komentarze 0

Kokoszka - Czarne
Ten dzień rozpoczął się od uczty! Śniadanie jakie czekało na nas w domu gospodarzy powaliło nas na kolana. Swojskie wyroby - wędliny, pasztety, powidła, masło... jajecznica chyba z 50 jaj ("Bo takie małe były, to wbijałam"). Było pysznie! Ruszyliśmy w doskonałych humorach, z lekka obawiając się jak będzie wyglądał wyjazd z naszej kwaterki, bo ostatnie kilometry poprzedniego dnia można było scharakteryzować słowami: piach, pot i łzy... Ale o dziwo, wyjazd na Swornegacie był cywilizowany. Widocznie wymagałby od nas wczoraj dorzucenia kilku kilometrów i nawigacja wybrała bezdroża. Tego dnia dystans też był dość długi, ale przecież przyjechaliśmy po to, by popedałować, więc długość odcinka nie może stanowić podstaw do narzekania. Natomiast na pogodę, to trochę można ponarzekać - i chyba tylko tego dnia była ku temu okazja. Prognozy na cały tydzień były niezbyt optymistyczne, każdego dnia aplikacja pokazywała prawdopodobieństwo z jakim będzie padać. Ale też każdego dnia udawało nam się uniknąć tych zagrożeń. Tego dnia prawdopodobieństwo przelotnych opadów było bliskie pewności i rozkładało się równomiernie przez cały dzień. Założyliśmy, że raczej nie uda się tym razem nie zmoknąć, ale o dziwo... Pokropiło, troszkę... na tyle intensywnie, że raz zjechaliśmy z drogi pod wiatę, żeby przeczekać chwilę, ale na tyle krótko, że zanim dojechaliśmy na nocleg, pogoda znowu była piękna, a stroje suche i przewiane. Tego dnia mieliśmy mały wypadek. Mai nie udało się zapanować nad rowerem podczas przelatywania nad bardziej piaszczystym fragmentem drogi i nie utrzymała równowagi. Skończyło się na strachu i obitym kolanie - fart nas nie opuszczał. Koło 19:00 dojechaliśmy na miejsce kolejnego noclegu. Niby na odludziu, ale kończyła się tam właśnie impreza. Zanim się rozpakowaliśmy i ogarnęliśmy goście się rozeszli. Zostaliśmy sami i mogliśmy napalić ogień w kominku.


Dane wyjazdu:
74.98 km 04:40 h
16.07 km/h:
Maks. pr.:42.50 km/h

Wyprawa rowerowa 2022 - dzień II

Poniedziałek, 23 maja 2022 · dodano: 09.06.2022 | Komentarze 0

Wilcze Laski - Kokoszka
Tego dnia wstałem wcześnie rano, zbiegłem do piwnicy, gdzie trzymaliśmy rowerki i zorganizowałem prowizoryczny stojak montażowy. Miałem szansę przyjrzeć się bliżej przerzutce, która ucierpiała poprzedniego dnia. Okazało się, że udało nam się całkiem nieźle spisać. Kilka minut regulacji i przerzutka odzyskała możliwości pracy w pełnym zakresie. W doskonałym humorze wróciłem na śniadanie. Tego dnia mieliśmy przed sobą jeden z dłuższych odcinków, ale poprzedniego dnia nie wymęczyliśmy się nadto, więc dzień zapowiadał się super.
Ruszyliśmy na wschód w stronię miejscowości Swornegacie. Krajobraz Kaszub jest uroczy, drogi wybraliśmy podrzędne, dużo szutrów... Minęliśmy jednostkę wojskową w Czarnem, obiadek zjedliśmy w Przechlewie. Michał miał delikatną usterkę - zgubił śrubę bagażnika, ale czym jest taka usterka przy niemal zerwanym haku? Szybko umocowaliśmy bagażnik śrubą błotnika, a błotnik - nie ma popyliny - trytytką :cP. Nocleg mieliśmy zaplanowany w gospodarstwie agroturystycznym w miejscowości Kokoszka. Nawigacja, chcąc skrócić dystans, pokierowała nas w wyjątkowo trudny teren. Przedzieraliśmy się przez las piaszczystą drogą, z mnóstwem podjazdów. Niby 2 - 3 km, ale najbardziej dał nam w kość ten ostatni etap. Pomijając nawet przygodę Michała, który wypytując o kwaterkę został "wyproszony" z posesji przez gospodarza wymachującego widłami. Z radością powitaliśmy gospodarstwo. Na podwórzu kury, kaczki, a na tyłach kilka domków kempingowych, z których jeden zajęty był przez parkę ze Śląska. Rozgościliśmy się sprawnie, nawet udało nam się zorganizować przepierkę rowerowych ciuszków. Na kolację zjedliśmy kiełbaski pieczone w ognisku i posiedzieliśmy jeszcze do późna snując plany na dzień kolejny.



Dane wyjazdu:
50.05 km 03:31 h
14.23 km/h:
Maks. pr.:36.10 km/h

Wyprawa rowerowa 2022 - dzień I

Niedziela, 22 maja 2022 · dodano: 09.06.2022 | Komentarze 0

Czaplinek - Wilcze Laski
Nareszcie! Nasza coroczna rowerowa wyprawa to okres na który chyba każdy z naszego grona czeka przez cały rok. Trasę w tym roku opracował Waldek, przygotowując marszrutę i rezerwując zawczasu noclegi. Po pandemii rynek turystyczny nie funkcjonuje jeszcze jak dwa lata temu i martwiliśmy się, że nie uda się znaleźć noclegów "z marszu". Także w tym roku zaplanowaliśmy wynajęcie busa, który pomieści całą naszą siódemkę z rowerami i bagażami. Wprawdzie podróż pociągiem w miejsce startu ma swoje uroki, ale przy tak licznym peletonie zakup biletów nawet na bezpośrednio skomunikowanych trasach graniczyłby z cudem. A do Czaplinka bezpośredniego pociągu nie było. Dlatego bus - drożej niż w zeszłym roku, ale wygoda i bezpieczeństwo nie do przecenienia. Spakowaliśmy się rano w sobotę i popołudniu byliśmy w Czaplinku. Tam rozgościliśmy się w Zajeździe Czapla i poszliśmy na kilkukilometrowy spacer. Z zakupami wróciliśmy do zajazdu z pierwszymi kroplami deszczu. Wieczór upłynął nam na tańcach i planowaniu dalszej przygody. Z troską analizowaliśmy prognozę pogody, która podczas tego tygodnia straszyła deszczem każdego dnia, choć akurat niedziela miała być raczej pogodna.
Waldek super przygotował trasę. Wyjazd z Czaplinka i od razu wbiliśmy w poprowadzone lasami boczne szutrowe i niekiedy piaszczyste szlaki. Tego dnia dystans nie był zbyt wyśrubowany - miało być ponad 40 km. I... mogły to być moje ostatnie kilometry na tej wyprawie. Jadąc przez las w okolicach urokliwego jeziorka przed Bornym Sulinowem, zjechałem ze ścieżki na polanę i czekałem na resztę ekipy. Nagle, podczas wciągania przełożenia na lżejszy bieg, usłyszałem złowieszczy chrobot z okolic przerzutki. Od razu się zatrzymałem, ale okazało się, że wózek wkręcony jest w szprychy, a hak niebezpiecznie wygięty. Oczywiście zapasowego haka nie woziłem (dotychczas) ze sobą (ale zmienię to przyzwyczajenie). Na szczęście chłopaki sprawnie pomogli mi wyplątać przerzutkę, zdjąć koło i na spokojnie przyjrzeliśmy się usterce. Hak dało się delikatnie prostować, wózek był pokrzywiony, ale dawał nadzieję, że unikając skrajnych przełożeń może jakoś da się jechać. Nadzieją napawał fakt, że mimo niedzieli w Bornym Sulinowie świeciła ikonka "otwarte" przy serwisie rowerowym. Ustawiłem neutralne przełożenie i z duszą na ramieniu potoczyłem się w stronę miasta. Serwis rowerowy znaleźliśmy, niestety furtka wejściowa na posesję była zamknięta. Telefonicznie skontaktowaliśmy się z właścicielem, który akurat był na imprezie rodzinnej. I nie do wiary! Zorganizował młodego człowieka, który otworzył nam warsztat i umożliwił skorzystanie z narzędzi. Wielkie dzięki i szacunek dla właściciela wypożyczalni i serwisu w Bornym Sulinowie przy ul. Bolesława Chrobrego 31 (pozwoliłem sobie zamieścić opinię także w Google).
Gdy już uporaliśmy się z usterką, podjechaliśmy jeszcze na teren poligonu i zwiedziliśmy zorganizowane tam muzeum sprzętu wojskowego.
Po obiadku już bez przeszkód ruszyliśmy dalej i dojechaliśmy do miejscowości Wilcze Laski, gdzie w pięknie odnowionym dworku mieliśmy zaplanowany nocleg.



Dane wyjazdu:
18.96 km 01:11 h
16.02 km/h:
Maks. pr.:34.00 km/h

Wschodnia granica - dzień VI

Piątek, 28 maja 2021 · dodano: 21.07.2021 | Komentarze 0

W nocy trochę zmarzliśmy, ale za to poranek był piękny. Słońce, możliwość opalania, rozegrane zostało kilka meczy w badmintona. Koło południa postanowiliśmy jednak ruszyć tyłki i pojechać do Janowa Podlaskiego żeby coś zjeść. Niestety nie znaleźliśmy restauracji - nawet Wellness SPA Ireny Eris nie spełniło naszych oczekiwań ;c). W końcu zamówiliśmy po kebabie na rynku w Janowie Podlaskim i poprawiliśmy lodami. Później jeszcze spróbowaliśmy zwiedzić słynną stadninę koni, ale niestety - stróż na bramie zacytował nam "dobre zmiany" w regulaminie stadniny, które nie pozwalają wejść na teren bez umówionego przewodnika. Odpuściliśmy oglądanie koników i wróciliśmy do Buczyc. A tam - impreza taneczna a późną nocą seans filmowy. Następnego dnia umówiony był kierowca, który zabrał nas do Częstochowy.
Cudowna wyprawa. Nasze grono powiększyło się - tym razem jechaliśmy w składzie: Waldek, Wiola, Michał, Ola, Michał, Maja, Ania i ja. Okazuje się, ze w zgranym towarzystwie nawet w 8 osób można wybrać się na tydzień rowerami. Covidowe ograniczenia stresowały nas jeśli chodzi o możliwość dojazdu pociągiem. Stąd pomysł na wynajęcie kierowcy z busem - pomysł super. Dojechaliśmy w komfortowych warunkach, rowery były bezpieczne, a my nie stresowaliśmy się, że na którejś z przesiadek konduktor może mieć inną wizję co do ilości rowerów które można przewieźć. Co za rok? Na pewno znowu na rowery! Możliwe, że już nie wzdłuż granicy, bo od Zamościa zaczynają się spore górki. Jest pomysł, aby wybrać się gdzieś w formule zeszłorocznej. Czyli dojazd do punktu-bazy i całodniowe wycieczki połączone ze zwiedzaniem. Z drugiej strony, Michał słusznie zauważył, że klimat wyprawy z sakwami, gdy trzeba przewieźć cały dobytek w sakwach z punktu A do punktu B nie da się zastąpić. Zobaczymy za rok! :c).




Dane wyjazdu:
79.50 km 04:50 h
16.45 km/h:
Maks. pr.:45.10 km/h

Wschodnia granica - dzień V

Czwartek, 27 maja 2021 · dodano: 21.07.2021 | Komentarze 0

Wyjazd z Pohulanki w pięknym słońcu. Kierujemy się na drogę biegnącą po samej granicy z Białorusią. Szybkie zwiedzanie cmentarza który ktoś dostrzegł kątem oka gdy pozostali wypatrywali słupów granicznych. Dojeżdżamy do Czeremchy i krótka sesja zdjęciowa przy cerkwi z błyszczącymi niebiesko-złotymi kopułami. Cały czas wypatrujemy miejsca, gdzie byłaby możliwość się posilić. Żadnej restauracji, ale kupujemy kiełbasę, chleb i zmieniamy tryb "wypatrywanie restauracji" na "wypatrywanie miejsca na ognisko". Już byliśmy gotowi rozpalić ogień przy głównej drodze, ale Michał stwierdził, dojedźmy do Mielnika - na pewno tam coś znajdziemy. Prorok jakiś? Dojeżdżając do miejscowości na łuku drogi duży parking z ławeczkami i miejsce, gdzie można było bezpiecznie upiec kiełbaski. Po posiłku przejechaliśmy obok wielkich zbiorników z rezerwami paliw. I udało się dojechać do Starych Buczyc, gdzie czekała na nas miejscówka, która urzekła nas lata temu, gdy z Waldkiem i Michałem jechaliśmy tym szlakiem pierwszy raz. Miejscówka nie do końca przypadła wszystkim do gustu. Dopiero podczas tego wyjazdu dotarło do nas, że pokoje są nieogrzewane, a łazienki też mogłyby być bardziej komfortowe. Ale "imprezownia" była taka jak ją zapamiętaliśmy i "gęsiarka" w której można przygotować jajecznicę dla 20 osób też była na miejscu. Tutaj kończyliśmy naszą trasę. Na drugi dzień zaplanowaliśmy pokręcić się jedynie po okolicy.




Dane wyjazdu:
65.28 km 04:06 h
15.92 km/h:
Maks. pr.:29.20 km/h

Wschodnia granica - dzień IV

Środa, 26 maja 2021 · dodano: 19.07.2021 | Komentarze 0

Wyjazd z Tarnopola - znowu w słońcu. Tego dnia kierujemy się w stronę Hajnówki i dalej. Akurat te tereny objechaliśmy sobie w zeszłym roku, gdy z powodu Covid-19 musieliśmy przemodelować nasze plany związane z wyprawą. Jedzie się super, zapomnieliśmy już o deszczyku, który mógł nam dać się we znaki poprzedniego dnia. Znowu szutry i asfalty z małym ruchem samochodów. Wymarzony klimat dla rowerzystów. Przejechaliśmy przez Puszczę Ladzką, dotarliśmy do Hajnówki. Tam obiadek. Słońce zaczęło dość ostro przygrzewać i przez to zaliczyliśmy dobry uczynek. Maja zauważyła, że w ludzie którzy siedzieli obok nas w restauracji zamknęli w samochodzie kotka. Okazuje się, że Maja, która zawsze jest "do rany przyłóż", potrafi pokazać pazurki. Kotek został uratowany, a my wyjeżdżaliśmy z Hajnówki rozglądając się na boki, czy nie spadnie na nas zemsta upokorzonego właściciela samochodu i kotka. Z Hajnówki pojechaliśmy ścieżkami, które objechaliśmy przed rokiem, w stronę Dubiczy Cerkiewnych i dalej. Nocleg tego dnia wypadł nam osadzie o uroczo brzmiącej nazwie "Pohulanka". Przed dojazdem jeszcze rozdzieliliśmy się na dwa teamy - Michały pojechały zadbać o zakupy - nie byliśmy pewni, czy damy radę dojechać na miejsce, rozpakować i dopiero podjechać do sklepu. Dlatego chłopaki pojechali inną drogą i przy sklepie zaczekali na mnie i Waldka z sakwami. Na dojeździe na nocleg jeszcze musieliśmy poradzić sobie z chroniącymi swojego terytorium pieskami. Pohulanka to urocza osada, piękne domki, cisza, spokój... Nocleg mieliśmy w klimatycznym domku, którego wystrój trochę psuły poprowadzone bez pomysłu rury wentylacyjne rozprowadzające ogrzane kominkiem powietrze.





Dane wyjazdu:
68.54 km 04:06 h
16.72 km/h:
Maks. pr.:34.00 km/h

Wschodnia granica - dzień III

Wtorek, 25 maja 2021 · dodano: 19.07.2021 | Komentarze 0

Po wieczornych harcach wstaliśmy dość sprawnie, śniadanko i na rowery. Dzień powitał nas chmurkami i wiedzieliśmy, że tym razem nie unikniemy deszczu. Nie tracąc humorów zaczęliśmy jechać nie zważając na delikatną, systematyczną mżawkę. Krynki, Kruszyniany... Chwilka na fotki przy meczecie. Tatarska Jurta niestety czynna od 11.00 - nie skosztowaliśmy herbatki. Znowu w lasy, szutrami.... Dłuższy czas deszczyk sobie mżył, ale powoli się przejaśniało, tak więc stroje wyschły i powoli zaczęliśmy zrzucać przeciwdeszczowe osłony. Na tamie nad Jeziorem Siemianowskim fotka z chmurami w tle i niebawem mieliśmy dojechać do kwaterki. Dotarliśmy w dobrych nastrojach. Szybka wycieczka do sklepu, gdzie zakupy umilone zostały nam rozmową z miejscowymi klientami. Znalazł się szlauch, dzięki czemu była szansa opłuknąć rowerki z piachu. Kolacja, kilka partyjek bilarda i snucie planów na kolejny dzień.


Dane wyjazdu:
71.54 km 04:12 h
17.03 km/h:
Maks. pr.:45.10 km/h

Wschodnia granica - dzień II

Poniedziałek, 24 maja 2021 · dodano: 13.07.2021 | Komentarze 0

Drugiego dnia nie wstaliśmy tak żwawo mimo, że do przejechania był ciut dłuższy dystans. Leniwie wstaliśmy, śniadanie zjedliśmy i w drogę... Pogoda wymarzona, ciepło, słońce. Kilometry znikały spod koła. Tego dnia dostaliśmy lekko w kość, bo mapy.google (tym razem nie Garminek) poprowadził nas alternatywnymi piachami równolegle do głównej drogi. Natomiast widoki rekompensowały trudy pedałowania. Wokół łąki i pola rzepaku, a przed nami Krynki. Dojechaliśmy zmęczeni, ale uśmiechnięci. Jeszcze przyfarciło nam się wieczorem, bo gdy wyszliśmy szukać lokalu na kolację, właściciel dostrzegł nas przez szybę i otworzył gospodę specjalnie dla nas. Spędziliśmy urocze chwile racząc się lokalnymi specjałami, przy gitarce, w przerwach słuchając dobrej muzy. Tej nocy nie poszliśmy spać zbyt szybko...




Dane wyjazdu:
43.62 km 02:53 h
15.13 km/h:
Maks. pr.:47.50 km/h

Wschodnia granica - dzień I

Niedziela, 23 maja 2021 · dodano: 13.07.2021 | Komentarze 0

Po roku oczekiwania, na reszcie! Mimo stresów związanych z pandemią udało nam się dograć terminy i tym razem w ośmioosobowym składzie ruszyć w kolejny etap naszej rodzinnej wyprawy dookoła Polski. Wprawdzie dwa lata temu zakończyliśmy nasz rajd po pojezierzach w Suwałkach, aby w zeszłym roku zrobić mały rekonesans wokół Puszczy Białowieskiej, natomiast tym razem start został dogadany w Augustowie, gdzie zaplanowaliśmy pierwszy nocleg. Pomyśleliśmy, że po całym dniu w podróży, ciężko będzie się siadało na rowery i... mieliśmy rację. Ponadto całą sobotę padało i droga z Częstochowy do Augustowa pogodna była tylko ze względu na atmosferę w naszym czerwonym autobusie. Michał stanął na wysokości zadania i zorganizował transport - samochód, gdzie cała nasza ósemka wygodnie się rozsiadła, a rowery bezpiecznie spoczęły w przestrzeni bagażowej. Do Augustowa dojechaliśmy późnym popołudniem, przy kolacji opracowaliśmy plan na dzień kolejny i w niedzielę raniutko ruszyliśmy w pierwszy etap - "rozgrzewkowy". Etap nie był długi, w sam raz aby zobaczyć jak bardzo rowery się stęskniły za połykaniem kilometrów. Najpierw rowerostradą z przystankami nad ostatnimi jeziorami Pojezierza Suwalskiego, aby później zagłębić się w okwiecone konwaliami lasy. W doskonałych humorach dojechaliśmy do Dąbrowy Białostockiej, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg. Rozgościliśmy się w super kwaterce, a trzech z nas poszło pieszo na zaku... no dobra... na kebab mieliśmy ochotę ;c) Udało nam się zdążyć przed deszczem i w ten sposób rozpoczęliśmy naszą pełną farta zabawę z pogodą. Uprzedzę fakty - na tej wyprawie, chociaż prognozy straszyły deszczem, mżawka dopadła nas tylko raz i na krótko.


Dane wyjazdu:
50.97 km 03:09 h
16.18 km/h:
Maks. pr.:44.30 km/h

Rodzinnie: Gdańsk - Olsztyn (dzień V)

Środa, 30 maja 2018 · dodano: 17.07.2018 | Komentarze 0

Ostatni dzień jazdy... Zaczęło się od urokliwego przejazdu po wzgórzach porośniętych lasem i otoczonych polami i łąkami, a później dalej w stronę Olsztyna. Pogoda super, tylko jechać. Do Olsztyna dojechaliśmy w miarę wcześnie. Był nawet pomysł, żeby kolejny dzień spędzić nad wodą, ale okazało się, że do najbliższej plaży jest spory kawałek, a my zamknęliśmy rowery na bezpieczny nocleg. Pozostał nam spacer po Starym Mieście, obiadek w greckiej restauracji i wieczorna impreza w pokoju. Miłym akcentem było wypatrzenie jubilera, u którego wieki temu wybrałem pierścionek zaręczynowy ;c).
Od razu opiszę dzień kolejny, bo rowerowo zawierał tylko dojazdy do/z dworca i grzech nań poświęcać wpis na bikestats osobny.
Podróż pociągiem minęła spokojnie. Tym razem mieliśmy wykupione bilety na wszystkie rowerki. Na wejście był delikatny zonk, bo się okazało, że inni rowerzyści nie mieli wykupionych i pozajmowali zarówno wieszaki, jak i nasze miejsca siedzące. Z wieszakami nie walczyliśmy, ale miejsca siedzące udało nam się wynegocjować.
Częstochowa powitała nas piękną pogodą, która... na wysokości ogródków działkowych przy Bór - Wypalanki przekształciła się w oberwanie chmury. Zanim dojechaliśmy pod nasz blok, byliśmy przemoczeni do suchej nitki. Tym bardziej mnie zdenerwowali Michał z Olą, bo nie chcieli wejść się osuszyć. Jedynie Waldek z Wiolą uniknęli prysznica - okazało się, że lało tylko w naszej okolicy.
Ale wyprawa - jak zwykle - SUPER!

P.S.
Moja Ania jechała w tym roku na rowerku wyposażonym w elektryczne wspomaganie i... był to strzał w dziesiątkę. Ania obawiała się trochę podjazdów, których na Warmii i Mazurach jest chyba... więcej niż w górach ;c). Rower z elektrycznym Turbo spisywał się super. W warunkach naszej wyprawy przejeżdżał dwa dni bez ładowania (ponad 110 km). Ładowarka działała nocą przez ok. 8 godzin i znowu można było pokonywać taki dystans. Wyczulona moimi radami Ania coraz sprytniej posługuje się przerzutkami, co wydatnie poprawia ekonomikę jazdy. Dla ludzi, którzy obawiają się, że odstają kondycyjnie od reszty peletonu - gorąco polecam tego typu konwersję roweru. To był bardzo dobry zakup.