Info
Jestem Mariusz z Częstochowy. Od 13 września 2010 r przejechałem 27816.03 kilometrów, głównie po asfalcie (dlatego tylko 2800.86 w terenie). Jeżdżę z prędkością średnią 17.56 km/h.Więcej o mnie.
2026
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010 Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj3 - 0
- 2026, Kwiecień4 - 0
- 2026, Marzec1 - 0
- 2026, Luty3 - 0
- 2025, Listopad3 - 0
- 2025, Lipiec2 - 0
- 2025, Czerwiec8 - 0
- 2025, Maj8 - 0
- 2025, Kwiecień1 - 0
- 2024, Lipiec3 - 0
- 2024, Czerwiec2 - 0
- 2024, Maj7 - 0
- 2024, Kwiecień3 - 0
- 2024, Luty1 - 0
- 2023, Lipiec1 - 0
- 2023, Czerwiec4 - 0
- 2023, Maj9 - 0
- 2022, Sierpień3 - 1
- 2022, Lipiec2 - 0
- 2022, Czerwiec4 - 0
- 2022, Maj10 - 0
- 2022, Kwiecień2 - 0
- 2022, Marzec1 - 0
- 2021, Sierpień3 - 0
- 2021, Maj7 - 0
- 2021, Kwiecień2 - 0
- 2020, Listopad1 - 0
- 2020, Sierpień3 - 0
- 2020, Lipiec8 - 5
- 2020, Czerwiec4 - 0
- 2020, Maj5 - 0
- 2020, Marzec1 - 0
- 2019, Sierpień1 - 0
- 2019, Czerwiec4 - 0
- 2019, Maj6 - 2
- 2019, Kwiecień1 - 0
- 2019, Luty1 - 0
- 2018, Listopad1 - 0
- 2018, Październik2 - 0
- 2018, Wrzesień1 - 0
- 2018, Sierpień1 - 0
- 2018, Czerwiec1 - 0
- 2018, Maj9 - 1
- 2018, Kwiecień4 - 0
- 2018, Marzec2 - 0
- 2018, Styczeń3 - 0
- 2017, Listopad1 - 0
- 2017, Wrzesień1 - 0
- 2017, Sierpień2 - 0
- 2017, Czerwiec7 - 2
- 2017, Maj10 - 0
- 2017, Kwiecień2 - 2
- 2017, Marzec1 - 0
- 2016, Grudzień1 - 0
- 2016, Listopad1 - 0
- 2016, Czerwiec6 - 4
- 2016, Kwiecień2 - 2
- 2015, Grudzień1 - 3
- 2015, Październik1 - 2
- 2015, Wrzesień1 - 0
- 2015, Sierpień1 - 0
- 2015, Lipiec4 - 4
- 2015, Czerwiec5 - 6
- 2015, Maj6 - 3
- 2015, Kwiecień1 - 0
- 2015, Marzec7 - 2
- 2015, Luty1 - 0
- 2015, Styczeń4 - 3
- 2014, Grudzień1 - 0
- 2014, Listopad2 - 3
- 2014, Październik4 - 1
- 2014, Wrzesień6 - 2
- 2014, Sierpień6 - 4
- 2014, Lipiec3 - 4
- 2014, Czerwiec7 - 13
- 2014, Maj1 - 1
- 2014, Kwiecień5 - 10
- 2014, Marzec9 - 3
- 2014, Luty5 - 3
- 2014, Styczeń4 - 1
- 2013, Grudzień5 - 15
- 2013, Listopad5 - 3
- 2013, Październik6 - 1
- 2013, Wrzesień7 - 5
- 2013, Sierpień8 - 5
- 2013, Lipiec13 - 16
- 2013, Czerwiec12 - 16
- 2013, Maj9 - 15
- 2013, Kwiecień7 - 2
- 2013, Marzec6 - 9
- 2012, Grudzień1 - 1
- 2012, Listopad3 - 9
- 2012, Październik4 - 3
- 2012, Wrzesień9 - 9
- 2012, Sierpień1 - 1
- 2012, Lipiec4 - 12
- 2012, Czerwiec9 - 16
- 2012, Maj14 - 25
- 2012, Kwiecień6 - 9
- 2012, Marzec9 - 15
- 2011, Grudzień2 - 9
- 2011, Listopad4 - 7
- 2011, Październik8 - 9
- 2011, Wrzesień9 - 9
- 2011, Sierpień7 - 1
- 2011, Lipiec12 - 14
- 2011, Czerwiec13 - 35
- 2011, Maj9 - 15
- 2011, Kwiecień10 - 13
- 2011, Marzec6 - 10
- 2011, Luty1 - 3
- 2011, Styczeń2 - 5
- 2010, Grudzień3 - 0
- 2010, Listopad5 - 13
- 2010, Październik9 - 8
- 2010, Wrzesień7 - 1
Wpisy archiwalne w kategorii
Rajdy
| Dystans całkowity: | 4933.24 km (w terenie 581.02 km; 11.78%) |
| Czas w ruchu: | 261:39 |
| Średnia prędkość: | 18.85 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 70.64 km/h |
| Suma podjazdów: | 6227 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 148 (80 %) |
| Maks. tętno średnie: | 109 (59 %) |
| Suma kalorii: | 7810 kcal |
| Liczba aktywności: | 52 |
| Średnio na aktywność: | 94.87 km i 5h 01m |
| Więcej statystyk | |
Mini Orbita 2015
Niedziela, 26 lipca 2015 · dodano: 28.07.2015 | Komentarze 3
Orbity organizowane przez Krzyśka weszły już chyba na stałe do kalendarza częstochowskich imprez rowerowych.Tym razem zmieniono trochę formułę. Wytyczono wokół Częstochowy koło o promieniu ok. 15 km. Start w Kamyku - jeden objazd to 98 km. Start o 19 w sobotę, koniec o 19 w niedzielę i... kto miał siłę i ochotę mógł się pokusić o przejechanie pętli choćby i 6 razy. Chyba nikt taki "ochotny" się nie znalazł, ale silni byli - kilka osób wykręciło ponad 500 km w 24 godziny.Ja już dwa lata temu postanowiłem sobie nic nie udowadniać ;c). Orbitę traktuję jako możliwość wspólnej przejażdżki w miłym gronie. Dlatego zadeklarowałem przejechanie 1,5 kółka - a i to mi tym razem nie wyszło. Czas gonił, bo...W domu czekała Ania - i tak za późno dotarłem biorąc pod uwagę okoliczności . Z okazji imienin wszystkim Aniom chciałem życzyć zdrowia i pogody ducha.
Tak więc wstałem po 4.00 rano, wyprowadziłem rowerek i pognałem pod M1. Tam czekali już: Abovo, Agazygzak, Gagar i Voit (który miał już za sobą jedno okrążenie przejechane sobotniego wieczoru). W radosnych humorach pojechaliśmy do Kamyka. Tam przygotowany był pit-stop prawdziwego zdarzenia. Nie wiem komu należą się większe słowa uznania - Krzarze za zdolności organizatorskie, czy sponsorom za hojność. Było jedzenie, picie, punkt serwisowy i pewnie jeszcze wiele innych ułatwień, z których nie miałem możliwości skorzystać, gdyż na rowerku zamierzałem spędzić tylko kilka godzin.
W Kamyku przyłączył się do nas jeszcze Michaill i w 6 osób pojechaliśmy sobie: Kokawa, Mstów, Olsztyn. Tam krótka przerwa w Leśnym. Wiedziałem, że są miejsca, które wytyczając trasę takich imprez bezpieczniej byłoby omijać - zbyt duża pokusa, by zjechać i... zostać. Później Biskupice, Poraj, Rększowice. W Biskupicach odłączył od nas Michaill - musiał jechać do Zaborza, a w Rększowicach Voit z AgąZygzak - Aga planowała zrobić większy dystans a nasze tempo nie dawało nadziei na bicie życiowych rekordów ;c). Pogoda dopisała. Było rześko, nie za chłodno, jedynie wiatr wiejący z zachodu dawał w kość na odcinku od Poraja do Pająka. Później już lżej troszeczkę - Blachownia, Wręczyca, Kłobuck i wreszcie Kamyk. Tam dogoniliśmy Agę, która postanowiła spróbować zrobić jeszcze jedno kółko - ale Voit przyłączył się do naszej ekipy wracającej do Częstochowy.
W Kamyku zjedliśmy pyszny obiadek, podziękowaliśmy Krzarze za super organizację i wróciliśmy z uśmiechem na ustach do domków.
Okazuje się, że jeśli odpowiednio rano wstanie, to można wykręcić ponad 100 km przed obiadem.
To była fajna, rowerowa niedziela.
Kategoria Rajdy
Pogoria
Niedziela, 12 lipca 2015 · dodano: 19.07.2015 | Komentarze 1
Przemo ogłosił na forum zaproszenie na wycieczkę nad wodę. W sobotę miałem imprezę, więc nie bardzo wierzyłem, że uda mi się zwlec z wyrka tak wcześnie, żeby zdążyć na miejsce zbiórki. Prawie by mi się udało. Prawie - gdyby nie to, że po powrocie z wyprawy rower wstawiłem do piwnicy i nie zajrzałem do niego ani raz. Okazało się, że hamulec jest zblokowany i nie da się jechać. Nie miałem czasu sprawdzać dokładnie co się stało. Zrzuciłem linkę przedniego hamulca i pognałem za ekipą, która czekała na mnie na skrzyżowaniu ul. Bohaterów Katynia z Jesienną. Na szczęście poczekali na mnie. Zebrała się nas wesoła gromadka i pojechaliśmy w stronę Wrzosowej, Poraja, Siewierza, a potem szlakiem biskupim.Nad "Pogorię" dotarliśmy w doskonałych humorach. Po drodze kupiliśmy kiełbaski i karkówkę, a ja miałem w sakwie jednorazowy grill. Bardzo fajny patent, jeśli jest problem z rozpaleniem ogniska. Nad wodą spędziliśmy kilka godzin. Z zazdrością patrzyłem, jaki fajny zbiornik wodny mają mieszkańcy aglomeracji śląskiej. W okolicach Częstochowy wszędzie strach wejść do wody, a na Pogorii - woda czyściutka, ryby spod nóg uciekają i wszystko to pomimo dziesiątków motorówek i skuterów wodnych pomykających po całym zalewie.
Że tez w Poraju woda nie może tak wyglądać :c(.
Po popołudniu nad wodą, pojechaliśmy w stronę dworca PKP w Dąbrowie Górniczej. Większość z nas od początku planowała powrót pociągiem. Na "wesoły pociąg" nie dał się skusić tylko MrDry. Wrócił rowerem do Częstochowy.
Przeurocza niedzielna wycieczka.
Kategoria Rajdy
Pawełki - tydzień za wcześnie
Niedziela, 24 maja 2015 · dodano: 29.05.2015 | Komentarze 1
Niedziela, poza II turą Wyborów przyniosła ze sobą okazję na rowerową przejażdżkę. Abovo dała znak, że wybiera się z Gagarem do Pawełek. Nie mogłem przepuścić takiej okazji. Umówiłem się z nimi w Blachowni i pojechaliśmy bocznymi drogami w kierunku rezerwatu przyrody.Tym razem nie nacieszyliśmy oczu widokiem pięknie zakwitłych rododendronów - przyjechaliśmy z tydzień za wcześnie. Pojedyncze kwiaty nieśmiało wychylały się z pączków. Nie zrażeni, uwieńczyliśmy wycieczkę ogniskiem. Relacja z wycieczki wraz ze zdjęciami na blogu Abovo.
Chyba w tym roku nie będzie nam dane zobaczyć różaneczników w pełnym rozkwicie. Kolejny weekend to już ostatnie przygotowanie do naszej Rowerowej Wyprawy Dookoła Polski.
Kategoria Rajdy
Kraków
Niedziela, 10 maja 2015 · dodano: 20.05.2015 | Komentarze 1
I kolejny raz udało się dojechać do Krakowa.Gdy forumowicze zdobywali w tym roku Kraków, nie miałem szans się przyłączyć. Dlatego, gdy tylko pojawiła się wizja, że mogę mieć wolną niedzielę, od razu rzuciłem hasło: Może do Krakowa? Prognozy pogody nie nastrajały optymistycznie, ale analizując je minuta po minucie dla każdego miejsca na planowanej trasie uznałem, że jest szansa jakoś wygrać z deszczem w ciuciubabkę.
Start ustaliłem na godz. 8.00 żeby każdy, kto się zdecyduje na wyjazd, miał szansę spełnić obywatelski obowiązek i zagłosować w I turze Wyborów Prezydenckich.
Obowiązek spełniłem, jednak gdy dojechałem na miejsce zbiórki okazało się, że jestem sam. Zwykle przy takiej okazji zbierało się nas kilkanaście osób. Siedziałem chwilę troszkę strapiony, gdy tu nagle... Jest! Abovo podjechała i pyta: A gdzie reszta? Ja: No i co robimy? Ona: Jak to co? Do Krakowa!
No i ruszyliśmy sobie we dwoje. Deszcz tylko straszył, zrobiło się naprawdę bardzo sympatycznie. Nie za zimno, nie za ciepło, słoneczko od czasu do czasu próbowało się wychylić zza chmur. Poraj - Myszków - Zawiercie - Ogrodzieniec. Jechało się super. Nawet podjazd za Ogrodzieńcem wydawał się tego dnia krótszy (za to zjazd z niego dłuższy). W doskonałych humorach dojechaliśmy do Rabsztyna, gdzie wciągnęliśmy porcję frytek i byliśmy gotowi do dalszej drogi.
Deszcz (na razie deszczyk) dopadł nas w Olkuszu przy osiedlu "niebieskich dachów". Najpierw delikatnie zasygnalizował, że ma się ochotę rozpadać, dlatego szybko uszczelniliśmy sakwy, narzuciliśmy kurteczki i w drogę. Nawet w deszczu jechało się dobrze, ale... Gdy zaczęło lać szczególnie mocno, zjeżdżaliśmy na moment schronić się przed ulewą, gdy delikatnie opad słabł, ruszaliśmy dalej. Ciężko było przewidzieć jak długo będzie padało i czekając na lepszą pogodę moglibyśmy nie dać sobie szansy zdążyć na pociąg. Dlatego jechaliśmy mimo deszczu, w sumie z pół godziny... Kurtki się zmoczyły i wyschły, włosy się zmoczyły i wyschły, buty/skarpety się zmoczyły i... mokre pozostały.
Krótka sesja fotograficzna pod zamkiem (tym razem przystrojonym rusztowaniami) i szybki zjazd Doliną Prądnika.
Gdy wjechaliśmy do Krakowa znowu zaczęło padać, więc pognaliśmy pod Wawel w stronę naszej ulubionej restauracji. Tam, niestety, impreza rodzinna - klientów nie obsługują.
Nie dopuściliśmy do tego, by nasze żołądki zasygnalizowały reszcie organizmu zmianę nastroju - pojechaliśmy w stronę Dworca. Musieliśmy zadowolić się zestawem z McDonalda, ale po całym dniu pedałowania smakował jak nigdy. Udało nam się jeszcze kupić w Lidlu skarpety - były wybawieniem, gdy weszliśmy do pociągu i mogliśmy zrzucić ze stóp mokre buty.
To był naprawdę udany wyjazd. Zwykle jadąc w dłuższą drogę organizm stara się czasem sygnalizować, że coś mu nie pasuje: a to buty za ciasne, a to kolano za słabo nasmarowane, a to śniadanie było niestrawne. Tym razem jechało się super - żadnych dolegliwości. Na zjeździe do Krakowa sunęliśmy naprawdę szybko i jedynymi mięśniami podatnymi na skurcze były mięśnie twarzy odpowiadające za uśmiechy.
Okazało się, że nawet w tak małym peletonie można w dobrym humorze przejechać kawał drogi :c)
Kategoria Rajdy
Ognisko z CFR
Sobota, 28 marca 2015 · dodano: 29.03.2015 | Komentarze 2
Przemo już jakiś czas temu rzucił na forum hasło o ognisku. Pogoda do ostatniej chwili trzymała w niepewności, ale nie padało :cP. Kłopoty logistyczne w sklepie spowodowały, że spóźniłem się na zbiórkę. Niechcący nieźle wyszło - dołączyłem do grona "spóźnialskich" i w wesołych nastrojach dojechaliśmy na miejsce.Ognisko - jak zwykle było super. Tylko... Mam duży sentyment do "miejscówki" w Górach Towarnych i liczę, że nie odpuścimy spotkań przy jaskini.
Maciek dopilnował, byśmy nie zmarzli na powrocie. Tak więc, choć kilometrów za dużo nie nakręciliśmy, sobotę należy zaliczyć do bardzo udanych!
Kategoria Rajdy
do Bobolic. Prawie...
Niedziela, 15 marca 2015 · dodano: 21.03.2015 | Komentarze 0
Przemo zaproponował wycieczkę w kierunku Mirow-Bobolice. Nie miałem tej niedzieli czasu na tyle, by wybrac się tak daleko, ale postanowiłem skorzystać z okazji, by spotkać się z "rowerową bracią" ;)W przemilej atmosferze dojechaliśmy najpierw do Zrębic. W tak przemilej, ze popedałowałem dalej w stronę Złotego Potoku. Peleton podzielił się dopiero za Brama Twardowskiego. Część z nas pojechała w stronę Biskupic i stąd "prawie" w tytule ;)
Nie możemy zazdrości tym, którym udało się plan zrealizować. W Biskupicach kupiliśmy kiełbaski i pieczywo i jadąc w stronę Częstochowy urzadzilismy spontaniczne ognisko. Spontaniczne tym bardziej, ze dołączyła do nas ekipa z CFR która tego dnia wybrała krótszą trasę. Ostatni odcinek drogi pokonaliśmy snujac plany oficjalnego rozpoczęcia sezonu rowerowego.
Urocza niedziela!
Kategoria Rajdy
11 Listopada
Wtorek, 11 listopada 2014 · dodano: 23.11.2014 | Komentarze 3
Kolejny raz udało się mi rowerowo uświęcić Dzień Odzyskania Niepodległości. Yacek poprowadził nas jak zwykle bardzo urozmaiconą trasą w stronę Koszęcina. Pojechało nas z 15 osób - hasło rzucone na forum zwykle spotyka się z szerokim odzewem. Na przejażdżkę udało mi się namówić Waldka. W lesie za Koszęcinem napaliliśmy ognisko i mieliśmy możliwość zjeść kiełbaski i wystawić twarze do słońca. Z powrotem peleton się podzielił. Ja dołączyłem do grupy jadącej asfaltem. W Pająku spotkaliśmy jeszcze Abovo i nawet była okazja pośpiewać przy akompaniamencie mojego nowego ukulele. W doskonałych humorach wróciliśmy do Częstochowy. Kategoria Rajdy
Decathlon Orbita 2014
Niedziela, 20 lipca 2014 · dodano: 02.08.2014 | Komentarze 3
Choć już po ostatniej Orbicie w której brałem udział (jeszcze przed operacją) wmawiałem sobie, że już raczej nie będę "mierzył sił na zamiary", że jeśli już, to jedynie przejadę się kawałek...Gdy tylko Krzara rzucił temat, od razu zacząłem śledzić przygotowania no i oczywiście w ostatniej chwili postanowiłem wystartować z Częstochowy. W przebłysku zdrowego rozsądku na wstępie założyłem, że nie będę porywał się na całość i przyjąłem, wydawało mi się że realne, przejechanie 250 km. Wystartować ze wszystkimi, przejechać nocny etap, zjeść śniadanie w Przedborzu i zakończyć u rodzinki we Włoszczowie. Na wypad namówiłem Minia, który dzielnie postanowił mnie wspierać w "szaleństwie" :cP.
Na starcie jak zwykle super - ponad 30 rowerzystów, przejazd przez miasto, wyjazd w stronę Kamyka i dalej na Kłobuck. Peleton trochę się poszarpał przy wyjeździe z Częstochowy, ale miałem nadzieję, że równym tempem uda nam się złapać jakąś ekipę kręcącą w rytmie podobnym do nas.
Tak też się stało. W Krzepicach dogoniliśmy: Krzarę, Siwucha, Matiza, Pitera i jeszcze kilku rowerzystów. Od tej pory postanowiliśmy trzymać się z nimi. To spowodowało, że tempo wzrosło i to znacznie... Sunęliśmy, może nie jak TGV, bo to zaszczytne porównanie przysługuje chłopakom, którzy zrobili cały dystans zbliżając się do I prędkości kosmicznej, ale co najmniej jak InterCity. Jazda była na tyle szybka, że po przejechaniu przez Praszkę daliśmy sygnał, że jednak zwolnimy z Miniem.
Do pokonania pierwszej setki wszystko wyglądało spoko, wprawdzie czułem delikatne mrowienie w kolanie, a gdy zmieniałem obciążenie nóg, to w drugim, ale byłem pewien, że gdy zwolnimy, to plan wykonamy. No i... na 30 km dzielących nas od Szczercowa organizmy zweryfikowały nasze założenia. Dojeżdżając na nocnego naleśnika (brawo Krzychu za organizację) spojrzałem na Michała, on na mnie... Kolana dawały znać bardzo dotkliwie. Jeszcze cień nadziei, że odpoczniemy i spróbujemy jechać dalej. Nic z tego, po postoju kolana zdecydowanie zaprotestowały przeciwko towarzyszeniu nam w dalszej drodze. A skoro ruszyliśmy razem, postanowiliśmy nie zostawiać ich samych. Kolana stwierdziły, że do Piotrkowa na pociąg też jest za daleko, do Częstochowy tym bardziej.
Cóż było robić? Kolejny raz przekonałem się o sile więzi rodzinnych. Obudzona o 4.00 Mamusia przyjechała poratować nas z opresji. Udało nam się też zrealizować samarytańskie zapędy i zebrać z trasy jeszcze jednego rowerzystę.
Podsumowując:
1. Cieszę się, że się przejechaliśmy;
2. Ubolewam, że nie daliśmy rad wykonać zakładanego planu;
3. Kolejny raz się przekonałem, że zakładając długi dystans do przejechania, trzeba dostosować tempo do własnych możłiwości (choćby nie wiem jak fajnie jechało się w większej grupie).
Pozdrawiam wszystkich, którzy jechali z nami, zwłaszcza Michała! Gratuluję wszystkim, którzy zrealizowali swoje cele! A kolejną Orbitę polecam każdemu, kto jeszcze nie spróbował :cP
Kategoria Rajdy
Kraków z CFR
Niedziela, 29 czerwca 2014 · dodano: 04.07.2014 | Komentarze 2
Kolejna wycieczka z rowerzystami Częstochowskiego Forum Rowerowego do Krakowa. Uwielbiam te wycieczki. Pogoda dopisała, choć prognozy pogody stresowały możliwością opadów k. 17.00. Okazało się, że tym razem deszcz się spóźnił, a Koleje Regionalne nie. Wracaliśmy w wyśmienitych humorach. Opis trasy i fotki można zobaczyć u Voit'a i Matiza. Ja wrzucę jedynie zapis śladu gps. Kategoria Rajdy
Bobolice
Czwartek, 1 maja 2014 · dodano: 18.05.2014 | Komentarze 1
Syn mojego kuzyna - Karol - zawsze z zainteresowaniem przysłuchiwał się opowieściom o naszych wyprawach rowerowych. Gdy podczas któregoś ze spotkań obiecałem mu, że zabiorę go na przejażdżkę po Jurze, zapalił się bardzo do pomysłu.Okazja nadarzyła się 1 maja. Kuzyn z rodzinką przyjechali do nas w odwiedziny. Namówiłem ich, by przywieźli ze sobą rower dla Karola. Na wycieczkę namówiłem też Michała i we trzech pojechaliśmy zdobywać Bobolice i Mirów.
Rowerami ruszyliśmy k. 10.00, a nasze rodzinki miały dojechać do nas na miejsce samochodami. Pojechaliśmy najpierw "pożarówką" w stronę Biskupic, stamtąd przez Zrębice do Siedlca - tam skręciliśmy w stronę "czerwonego" szlaku i Aleją Klonową zjechaliśmy do Złotego Potoku.
Pogoda była wspaniała, po pierwszych kilometrach udało nam się przekonać Karola, by nie szarżował zbytnio, bo droga przed nami długa.
W Złotym Potoku chwila odpoczynku i dalej, w stronę Niegowej i Bobolic. Na tym odcinku zdarzyły się ze dwa podjazdy ostrzejsze i dłuższe niż w Biskupicach. Karol musiał docenić wówczas nasze rady, że warto siły rozkładać na całą trasę ;c).
Do Bobolic dojechaliśmy w dobrych humorach. Pod Zamkiem poczekaliśmy na resztę ferajny.
Błędem taktycznym było, że nie zjedliśmy tam porządnego posiłku - może zapobiegłoby to krótkiemu kryzysowi, który dopadł nas w powrotnej drodze.
Z Bobolic ruszyliśmy w stronę Mirowa i dalej na Żarki. Z Mirowa do Żarek jest wytyczona bardzo fajna droga rowerowa, natomiast akurat na tym odcinku wiaterek dał nam ostro popalić i wjeżdżając do Żarek dopadła nas "ssawka". Dobrze, że trafiliśmy na otwarty sklepik, więc dostarczyliśmy organizmom odpowiednią dawkę kalorii na dalszą drogę. Coraz częściej padał cytat z filmu "Shrek" - "Daleko jeszcze?" :cP.
Udało nam się dotoczyć przez Przybynów do Masłońskich i Poraja i dalej do Wrzosowej.
Karol był wyczerpany na maksa, ale za nic nie chciał dać się namówić by ściągnąć samochód, który ulżyłby trudom na ostatnich kilometrach. Brawo Karol!
Wieczorem urządziliśmy ognisko i wspominaliśmy przy piwku całodzienne trudy - oczywiście piwko pili tylko pełnoletni uczestnicy rowerowej wyprawy i rodzinnej wycieczki ;c).

